Władze wschodniej Demokratycznej Republiki Konga poszukują sześcioletniej pacjentki z ebolą i jej matki po tym, jak uzbrojeni mężczyźni szturmowali szpital, w którym była leczona. Dziecko zostało zabrane ze szpitala Wanamahika w Butembo przez – jak opisał lokalny urzędnik ds. zdrowia dr Lubambo Maboko Gaston – „bardzo wściekłych” mężczyzn uzbrojonych w noże. Nie wiadomo, czy porywacze znali dziecko, ale biorąc pod uwagę powszechną podejrzliwość i strach wokół ośrodków leczenia eboli podczas tej epidemii, prawdopodobnie myśleli, że bohatersko ratują ją przed spiskiem.

Gaston błagał matkę i dziecko, aby udały się do ośrodka zdrowia, ostrzegając, że ryzykują „pogorszeniem swojego zdrowia” i „zarażeniem krewnych” – co wydaje się eufemizmem roku dla wirusa o śmiertelności sięgającej 90%.

Placówki leczenia eboli były wielokrotnie atakowane podczas tej epidemii, która pochłonęła już prawie 200 ofiar śmiertelnych i 840 potwierdzonych przypadków. W zeszłym miesiącu policja w Mongbwalu oddała strzały ostrzegawcze, gdy rozwścieczony tłum próbował odzyskać ciała bliskich zmarłych w placówce medycznej. Kilka dni wcześniej tłum podpalił namioty izolacyjne w szpitalu w Rwamparze po tym, jak uniemożliwiono mu zabranie ciała mężczyzny, który prawdopodobnie zmarł na ebolę – posunięcie równie mądre, jak gaszenie tłustego pożaru miotaczem ognia, biorąc pod uwagę, że zwłoki są wysoce zakaźne i mogą rozprzestrzeniać wirusa podczas przygotowań do pochówku.

„Ludzie nie są odpowiednio informowani ani uświadamiani o tym, co się dzieje” – powiedział BBC w zeszłym miesiącu lokalny polityk Luc Malembe. „Dla pewnej części populacji, zwłaszcza na odległych obszarach, Ebola jest wynalazkiem obcych – nie istnieje. Wierzą, że to organizacje pozarządowe i szpitale tworzą ją, by zarabiać pieniądze, i to jest tragiczne”. Rzeczywiście, jedyną rzeczą bardziej tragiczną niż śmiertelny wirus jest śmiertelny wirus, który ludzie uważają za sposób na zarabianie pieniędzy.

Epidemię wywołuje rzadki gatunek eboli zwany Bundibugyo, na który obecnie nie ma szczepionki. Światowa Organizacja Zdrowia twierdzi, że opracowanie jej może zająć miesiące. Tymczasem szef Afrykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC), Jean Kaseya, ostrzegł, że jeśli epidemia nie zostanie szybko powstrzymana, może przerosnąć epidemię w Afryce Zachodniej z 2014 roku, która zabiła ponad 11 000 osób, oraz epidemię w DR Kongo z 2018 roku. „Jeśli nie powstrzymamy epidemii bardzo szybko, będzie gorzej niż w Afryce Zachodniej i wschodnim DRK” – powiedział na spotkaniu afrykańskich przywódców i darczyńców.

Kaseya zauważył, że wiele osób mających kontakt z zakażonymi wciąż nie jest monitorowanych – kluczowy środek kontroli. „Mamy epidemię na obszarze miejskim, gdzie panuje niepewność, gdzie prowadzona jest działalność wydobywcza i handlowa, a także gdzie nie docieramy do wszystkich osób, które muszą być na liście kontaktów. Jeśli nie dotrzemy do tych ludzi, nie możemy powiedzieć, że wygramy z tą epidemią” – powiedział.

Ministerstwo Zdrowia Konga twierdzi, że wzmocniło nadzór, monitorowanie kontaktów i infrastrukturę leczenia. WHO przeznaczyła 3,9 miliona dolarów na walkę z epidemią, a Africa CDC ogłosiło budżet w wysokości 319 milionów dolarów. Przypadki koncentrują się obecnie w Ituri, Kiwu Południowym i Kiwu Północnym – gdzie w poniedziałek porwano sześciolatkę. Ituri pozostaje głównym centrum transmisji. WHO ostrzega, że konflikt we wschodnim DRK, w tym kontrola grupy rebeliantów M23 nad dużymi obszarami Kiwu Północnego i Południowego, utrudnia walkę z epidemią. Bo nic tak nie dodaje smaku „kryzysowi zdrowia publicznego” jak uzbrojona rebelia.