Donald Trump odmówił w poniedziałek wezwania do rezygnacji rep. Maxa Millera, decydując się zamiast tego pozwolić rodzinom to uporządkować – bo nic tak nie mówi 'stanowcze przywództwo' jak zrzucenie odpowiedzialności za rzekomy wzorzec przemocy domowej. Zapytany o zarzuty byłej żony Millera, Emily Moreno, które obejmują przyciśnięcie jej do ściany, przystawienie pistoletu do głowy i oblanie gorącą wodą, Trump powiedział, że 'zawsze znał Millera jako dobrego człowieka' i nazwał sytuację 'bardzo smutną'. Miller zaprzecza wszystkim oskarżeniom i pozywa Moreno za zniesławienie. Do rezygnacji wzywają m.in. były teść Millera, republikański senator Bernie Moreno z Ohio, oraz kilku Demokratów, w trakcie zażartego sporu o opiekę nad dwuletnią córką pary. Odpowiedź Trumpa: 'Oskarżenia' do rozwiązania przez rodziny. Bo po co komu odpowiedzialność, skoro można mieć spotkania rodzinne?
Tymczasem potwierdzenie Todda Blanche'a na stanowisku prokuratora generalnego postępuje po 'kompromisie', który Demokraci i eksperci prawni uważają za równie wiążący jak postanowienie noworoczne. Blanche, pełniący obowiązki prokuratora generalnego, opublikował dokumenty wycofujące zarządzenie z 18 maja tworzące fundusz 'bronizacji' o wartości 1,8 mld dolarów i wyjaśniające, że przyznany Trumpowi immunitet podatkowy dotyczy wyłącznie wstecz prezydenta, jego synów i firm. Porozumienie z republikańskimi senatorami Johnem Cornynem z Teksasu i Thomem Tillisem z Karoliny Północnej – którzy grozili zablokowaniem jego nominacji – zapewniło im poparcie przed wtorkowym głosowaniem w Senackiej Komisji Sądownictwa. Ale eksperci nie kupują tego. 'Te zapewnienia są warte tyle, co papier, na którym je wydrukowano' – powiedział Brandon DeBot, dyrektor ds. polityki w Centrum Prawa Podatkowego na NYU. 'Nie wycofują się z trwających prób przyznania prezydentowi, jego rodzinie i jego współpracownikom nieautoryzowanego immunitetu od audytów podatkowych.' Innymi słowy, umowa jest mniej więcej tak solidna jak zamek z piasku podczas przypływu.
W innych wieściach prawnych, 25 stanów pozwało administrację Trumpa w związku z cłami, które weszły w życie w zeszłym miesiącu, argumentując, że prezydent przekroczył swoje uprawnienia po tym, jak Sąd Najwyższy uchylił jego wcześniejsze cła. Pozew kwestionuje cła w wysokości od 10% do 12,5% na dziesiątki krajów, w tym Wielką Brytanię, Meksyk, Kanadę, Australię, Indie, Chiny i UE, które weszły w życie 24 lipca. 'Prezydent Trump tak bardzo chce podnieść koszty życia Amerykanów, że jest gotów łamać prawo za prawem, aby to osiągnąć' – powiedział prokurator generalny Kalifornii Rob Bonta. Administracja twierdzi, że cła mają na celu powstrzymanie eksportu produktów pracy przymusowej, ale stany argumentują, że to nielegalna powtórka wcześniej odrzuconych środków. Sąd Najwyższy uznał wiele ceł Trumpa za nielegalne w lutym, a Międzynarodowy Sąd Handlowy orzekł przeciwko nim w maju. Ale hej, po co pozwalać, by drobiazg taki jak prawo stanął na drodze dobrych ceł?
Lider demokratów w Senacie Chuck Schumer nie był pod wrażeniem tak zwanej umowy Blanche'a, mówiąc, że nie ma on 'zamiaru powstrzymać korupcji Trumpa' i zamiast tego 'spędził karierę na jej umożliwianiu'. Schumer zauważył, że Blanche 'nadal w pełni akceptuje wydanie Trumpowi pozwolenia na oszustwa podatkowe na miliony dolarów'. Tymczasem przewodniczący Senackiej Komisji Sądownictwa Chuck Grassley zaprosił byłego specjalnego prokuratora Jacka Smitha do złożenia zeznań 22 września. Smith, który prowadził śledztwa w sprawie obchodzenia się Trumpa z tajnymi dokumentami i prób obalenia wyborów w 2020 roku, był celem krytyki Grassleya. Bo nic tak nie mówi 'nadzór' jak przesłuchiwanie faceta, który oskarżył prezydenta.
W osobnym, ale równie podnoszącym brwi wydarzeniu, rep. Daniel Goldman – który został 'całkowicie zmiażdżony' w swojej kampanii reelekcyjnej przez Brada Landera – odpowiedział na twierdzenie rep. Ro Khanny, że 'niesprawiedliwy system polityczny i gospodarczy' doprowadził do porażek postępowców. Goldman argumentował, że on i inni nowojorscy postępowcy mieli mocne osiągnięcia i poparcie pracujących rodzin, a wyborcy w jego okręgu 'przedkładali inną kwestię' – sugerując, że jego proizraelskie stanowisko było winowajcą.