Rodziny o średnich dochodach na Jersey uczą się, że bycie zbyt bogatym na zasiłek, ale zbyt biednym na wygodę, to szczególny rodzaj rządowego uścisku. Lisa McCabe, matka dwojga dzieci i właścicielka prywatnej kliniki badań przesiewowych, twierdzi, że uzależniony od dochodów 'bonus powrotu do szkoły' – świadczenie pieniężne na zakup przyborów szkolnych – to 'kop w zęby' dla pracujących rodziców, którzy zarabiają tuż powyżej progu.

McCabe codziennie widzi rodziców uginających się pod kosztami wychowania rodziny na Jersey, a stres i wypalenie rozprzestrzeniają się wśród ludzi na tym, co kiedyś uważano za 'bardzo dobre zarobki'. Winowajcy są ci sami: rosnące stopy procentowe, koniec ulgi podatkowej od odsetek kredytów hipotecznych, drogie opłaty za żłobek oraz nieustanne koszty ciepłych obiadów i zajęć pozalekcyjnych. 'Trzeba podejmować naprawdę trudne decyzje' – mówi, zapewne między jedzeniem a prądem.

Minister ds. Zabezpieczenia Społecznego Elaine Millar przyznaje, że pilotażowy program bonusu powrotu do szkoły wymaga przeglądu, a rząd szuka sposobów na obniżenie kosztów życia – bez podnoszenia podatków, co, jak podkreśla, 'nie jest na niczyjej agendzie'. Ostrzega, że zwiększenie wsparcia dochodowego może oznaczać wyższe podatki dla wszystkich innych, w tym tych już korzystających z pomocy, co jest zgrabną logiczną pułapką. McCabe sugeruje, że reakcji można było uniknąć, gdyby świadczenie wydawano w formie bonów zamiast gotówki – bo nic tak nie mówi 'ufamy ci' jak ograniczanie, jak rodzice mogą wydać pomoc dla swoich dzieci.