Prezydent Trump zamierza uczcić 250. rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych dzisiaj wystawną uroczystością w Waszyngtonie, z przelotami wojskowych samolotów i pokazem fajerwerków, który – jak twierdzą organizatorzy – pobije światowe rekordy. Jednak drugi globalny przywódca Ameryki postanowił spędzić Dzień Niepodległości zupełnie inaczej.

Dziś rano papież Leo XIV odwiedził południową śródziemnomorską wyspę Lampedusę, gdzie złożył kwiaty na grobach imigrantów, którzy zginęli, próbując dotrzeć do Europy. Leo porównał ich do człowieka, który wpadł w ręce zbójców w ewangelicznej przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. „Widzieliście tu nie jednego, ale tysiące ludzi, którzy wpadli w ręce zbójców, którzy zabrali im wszystko, dotkliwie pobili i odeszli, zostawiając ich na wpół żywych” – powiedział papież. Wezwał słuchaczy, by zachowali się jak biblijny dobroczyńca: „Stajemy się bliźnimi, działając jak bliźni”.

Pierwszy papież urodzony w USA nie wspomniał w swoim wystąpieniu o ojczyźnie. Ale biorąc pod uwagę wagę daty i jego wielokrotną krytykę polityki imigracyjnej Trumpa, przesłanie Leo do Ameryki było nie do przegapienia.

Wczoraj papież opublikował list z okazji 250-lecia, w którym błagał USA, by żyły zgodnie ze swoimi ideałami założycielskimi, szczególnie w traktowaniu imigrantów. Wezwał kraj do ochrony „życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej śmierci”, co musi obejmować „przyjmowanie, ochronę i pomoc imigrantom, których nadzieje, poświęcenia i wkład stanowią część historii tego kraju od samego początku”.

W przemówieniu transmitowanym na żywo z Watykanu Leo zwrócił się wczoraj także do USA, przyjmując Medal Wolności od Narodowego Centrum Konstytucyjnego w Filadelfii. Pochwalił długą historię Ameryki otwierania „drzwi dla kolejnych fal imigrantów, umożliwiając im i ich dzieciom odgrywanie roli w kształtowaniu przyszłości narodu”.

Sądząc po jego reprymendach wobec administracji Trumpa, Leo najwyraźniej uważa, że Ameryka nie spełnia dziś tego standardu. Papież wyraźnie sprzeciwiał się polityce imigracyjnej Trumpa, którą w zeszłym roku potępił jako „nieludzką” i „skrajnie lekceważącą”. W listopadzie poparł amerykańskich biskupów, gdy potępili rządową kampanię „bezwarunkowych masowych deportacji”.

Trump osobiście nie odpierał krytyki Leo; jego niezwykłe ataki na papieża wcześniej w tym roku koncentrowały się na sprzeciwie papieża wobec wojny w Iranie. Zamiast tego najbardziej prominentnym głosem administracji w debacie imigracyjnej z Kościołem był wiceprezydent Vance.

W nowych pamiętnikach o swoim nawróceniu na katolicyzm Vance odrzucił niektóre watykańskie wypowiedzi na temat imigracji jako „ogólnikowe” i „banalne frazesy”. Wcześniej w tym tygodniu wiceprezydent powiedział Fox News, że ma nadzieję, iż przywódcy katoliccy nauczyli się od administracji Trumpa, że „nie chodzi tylko o godność imigranta; chodzi też o godność rodzimego robotnika fabrycznego, któremu niszczy się płace. Chodzi o godność dziecka, które może być wykorzystywane seksualnie przez członka kartelu, gdy masz otwarte granice”.

Wizyta Leo na Lampedusie zdaje się potwierdzać, że obrona godności imigrantów pozostanie priorytetem, tak jak było to dla jego poprzednika, papieża Franciszka. W 2013 roku niedawno wybrany Franciszek postanowił odbyć swoją pierwszą podróż poza Rzym właśnie na mało znaną wówczas Lampedusę po usłyszeniu o imigrantach, którzy zginęli, gdy ich łódź zatonęła u jej wybrzeży. Tam Franciszek ubolewał nad „globalizacją obojętności”, której uosobieniem był los imigrantów.

Franciszek napisał później setki stron tekstów i przemówień na ten temat. Rzeczywiście, w jednym ze swoich ostatnich oficjalnych aktów – niecałe trzy miesiące przed śmiercią w zeszłym roku – wysłał list otwarty do amerykańskich biskupów, zachęcając ich do sprzeciwienia się polityce masowych deportacji administracji Trumpa.

Własna podróż Leo na Lampedusę, zgodna z jego