Politycy, jak wiemy, uwielbiają metafory. Ale czy muszą być aż tak dosłowni? Zaledwie burmistrz Wielkiego Manchesteru, Andy Burnham, ogłosił, że chce kandydować do parlamentu, a już… Popatrz! W piątek rano wyskoczył z domu w stroju do biegania, bo jest pełen energii, na dobrej drodze, startuje z miejsca i… och, nadążajcie.
Co skłania 56-letniego mężczyznę, który jest na czołówkach wszystkich serwisów informacyjnych w Wielkiej Brytanii i wie, że przed domem czeka tłum fotografów, do włożenia okropnych spodenek i koszulki Evertonu z lat 1979-80, wystawiając na widok publiczny swój brzuch i lancashire'owską opaleniznę? Czy to pewność, że do południa zdjęcia zdominują wszystkie główne serwisy informacyjne w UK – w tym Guardiana – podczas gdy gorączkowe dyskusje będą trwać, czy ostatecznie zdoła obalić Keira Starmera jako premiera? „Burnham startuje z biegu” – napisał Times. Lepiej niż rekord życiowy.
Trzeba przyznać, że Burnham regularnie biega – ukończył maraton bostoński na rzecz ofiar zamachu w Manchester Arena. Nikt nie może mu mieć za złe, że w piątek zrobił sobie przerwę od politycznych intryg na kilka minut spoconego truchtu wzdłuż cheshire'owskiej drogi szybkiego ruchu, podczas gdy wykrzykiwali do niego przechodnie.
I z pewnością nie jest pierwszym politykiem, który doszedł do wniosku, że drogę do władzy w Wielkiej Brytanii najlepiej pokonywać w stroju sportowym. John Major był może bardziej fanem krykieta, ale od czasów rządu Tony'ego Blaira rzadko który czołowy polityk nie był widziany w lycrze w imię politycznego awansu… przepraszam, mam na myśli w imię zdrowia. „Nie mógłbym wykonywać tej pracy, gdybym nie utrzymywał pewnego poziomu sprawności fizycznej” – powiedział młody, energiczny Blair wkrótce po tym, jak w 2006 roku przebiegł milę dla Sport Relief. „Dużo ćwiczę i znajduję na to czas” – skomentował zdrowy, pełen energii Blair, ubrany w dres i promujący zdrową dietę w tym samym roku.
Gordon Brown, następca Blaira na stanowisku premiera, nie był może znany z zamiłowania do sesji zdjęciowych w odzieży sportowej, ale nawet on uległ, sfotografowany podczas joggingu w londyńskim parku w 2009 roku. „Brown biega, kiedy ma okazję” – powiedział dziennikarzom rzecznik Downing Street. „Nie zorganizowaliśmy tego”. David Cameron prowadził swoją ochronę na dwutygodniowe biegi po londyńskich parkach tak pełnych turystów, że rzadko był rozpoznawany. Kolejny „w średnim wieku, lekko z nadwagą” biegacz „truchtający obok”, jak mówił z wielką skromnością. Ulubionym strojem Camerona były czarne spodenki, do tego stopnia, że pojawienie się w czarnych spodniach dresowych przysporzyło mu zmartwień w Daily Telegraph.
Michael Gove był częściej fotografowany podczas joggingu, gdy jego ambicje premierowskie rosły, ale w bluzach z kapturem lub polo nigdy nie wyglądał jak należy. Potem przyszedł Boris Johnson, który ubierał się do biegania jak człowiek, który przeszukał cały kosz na brudną bieliznę, nosząc jaskrawo wzorzyste bermudy, czapki beanie, a czasem buty wizytowe. Koszula biznesowa z szortami i czarnymi butami? Czemu nie?
Podczas swojej kadencji na Downing Street Liz Truss podobno lubiła poranne okrążenia wokół pobliskiego Lambeth Palace, na które zapraszała kluczowych doradców. „Zaproszenia na biegi są zarówno pożądane, jak i budzące lęk” – powiedział informator Daily Mail. Byli też biegający odmawiacze. Theresa May może kiedyś, niegrzecznie, przebiegła przez pole, ale wolała wędrówki. Kemi Badenoch woli siłownię – podczas gdy jej ministerialny kierowca czeka na zewnątrz. Starmer też nie jest zapalonym biegaczem, choć próbował, nawet na Downing Street, grać co tydzień w tej samej drużynie pięcioosobowej, której członkiem jest od dziesięcioleci. „Dopóki nie odniosę nieodwracalnej kontuzji, zamierzam to robić tak długo, jak tylko będę mógł” – powiedział premier. Chodzi o piłkę nożną. Ale politycy lubią metafory.