Dziecko Taylor Mitchem przyszło na świat w marcu 2020 roku, akurat gdy świat się zamknął. Żadnej dalszej rodziny, żadnych odwiedzin znajomych i mąż zbyt zdenerwowany kruchością noworodka, by być pomocnym. Jej dni poporodowe zlały się w niekończącą się pętlę opieki nad niemowlęciem – „widzieć wschód słońca, a potem zachód i wiedzieć, że w tym tkwisz, nie ma dokąd pójść, nie ma ucieczki”.
Dwa i pół roku później: Mitchem, obecnie 36-letnia matka małego dziecka z Kolorado, wróciła do codziennego używania marihuany – lub „ogrodnictwa”, jak to nazywa – by złagodzić trudy rodzicielstwa. Nie jest sama. Na TikToku ponad 76 000 filmów ma hashtag „#gardenmom”, przedstawiających poranne rytuały, takie jak „kawa i kaszel” (palenie przed przebudzeniem dzieci), popołudniowe sesje podczas drzemki i buchy przed kolacją-kąpielą-snem. Te mamy stylizują się na „ogrodniczki”, używając modnych wśród milenialsów szklanych bongo grawitacyjnych i udostępniając kody rabatowe. Marihuana, jak twierdzą, to nie ucieczka, ale przygotowanie – „lekarstwo”, którego potrzebują, zanim zaczną pracę jako matki.
Oczywiście potencjalne ryzyko jest tak oczywiste jak bongo na stoliku do kawy. Amerykańska Akademia Pediatrii zaleca, aby dorośli unikali używania marihuany w obecności dzieci i przechowywali wszystkie produkty pod kluczem. Eksperci ds. rozwoju dziecka martwią się o spowolniony czas reakcji w sytuacjach awaryjnych. I choć większość stanów zezwala na medyczną lub rekreacyjną marihuanę, pozostaje ona nielegalna na szczeblu federalnym, a agencje ochrony dzieci mogą interweniować, jeśli zażywanie narkotyków upośledza zdolności rodzicielskie. (Naturalnie matki publikujące filmy „kawa i kaszel” to w przeważającej mierze białe; osoby najczęściej karane za używanie marihuany to nie one.)
Ogrodniczki kontrują, że nie stawiają trawki na pierwszym miejscu – priorytetem są ich rodziny, a używanie marihuany pomaga im zachować cierpliwość, reagować neutralnie i być obecnymi bez przytłoczenia. Nie palą w ciąży ani podczas karmienia piersią, a przed odwiezieniem dzieci do szkoły czekają kilka godzin. Dla wielu codzienna marihuana to balsam na niemożliwą matematykę współczesnego macierzyństwa: wysokie wymagania, marne wsparcie.
To nie jest całkiem nowe. W latach 50. i 60. gospodynie domowe miały Miltown; później valium stało się „małym pomocnikiem mamy”. Ostatnio kultura „wine mom” znormalizowała haftowane śpioszki z napisem „To przeze mnie mamusia pije”. Dzisiejsze matki, według badania socjologicznego z 2016 roku, spędzają prawie dwa razy więcej czasu na aktywnej opiece nad dziećmi niż w latach 60., a wiele praktykuje „łagodne” rodzicielstwo – kładące nacisk na empatię i odrzucające kary. Efekt: matki czują, że muszą zapewniać stały nadzór, pozostając radosne i cierpliwe podczas wyczerpująco nudnych zajęć.
Alan E. Kazdin, profesor psychologii i psychiatrii dziecięcej na Yale, zauważa, że wraz z podnoszeniem poprzeczki „dobrego rodzicielstwa” ludzie sięgają po strategie radzenia sobie. Działanie marihuany – zmniejszenie zahamowań, relaksacja – współgra z wymaganiami łagodnego rodzicielstwa. Mitchem mówi, że palenie pomaga jej rozłożyć się na podłodze i być głupkowatą ze swoim 6-latkiem, odpowiadając na te same pytania w kółko. Meg, 33-letnia nowojorczanka, która poprosiła o podanie tylko imienia, mówi, że marihuana pomaga jej nie podnosić głosu, gdy jej 3-latek ma napad złości – coś, co chce robić inaczej niż jej własni rodzice.
Izolacja to powracający motyw. Te matki zazwyczaj nie pracują poza domem, a ich filmy pokazują samotne rytuały: matka z bongiem grawitacyjnym przed świtem lub wydmuchująca dym do okapu kuchennego, gdy dzieci się bawią. Ale społeczność kwitnie w komentarzach, gdzie tysiące matek potwierdza wzajemnie swoje wybory w tonie mniej osądzającym niż tradycyjne strony mam-influencerek. Filmy są pozbawione polotu – nagrywane w nieukończonych piwnicach lub przeciągowych garażach, matki w grubych kurtkach na piżamach, nieumyte włosy, wyczuwalna desperacja. Czyta się to jak zbiorowe westchnienie ulgi.
Mitchem mówi, że marihuana pomogła jej nawet odstawić Zoloft. „To, co robię, pozwala mi upewnić się, że mój dom jest zadbany, że ja jestem zadbana, że moje dzieci są zadbane” – powiedziała.