Wes Streeting zasugerował, że byłby gotowy do rozpoczęcia konkursu na przywództwo Partii Pracy, który zastąpiłby sir Keira Starmera na stanowisku premiera już w przyszłym tygodniu, bo nic tak nie mówi 'zdecydowane przywództwo' jak pospiesznie zaplanowana wewnętrzna walka o władzę.

Były minister zdrowia powiedział BBC Newsnight, że 'niepewność i paraliż' w przywództwie Partii Pracy muszą zostać rozwiązane, jeśli partia wygra czwartkowe wybory uzupełniające w Makerfield – zwycięstwo, które pozwoliłoby burmistrzowi Wielkiego Manchesteru Andy'emu Burnhamowi wrócić do parlamentu i potencjalnie dołączyć do walki.

Zarówno Streeting, jak i Burnham wcześniej byli tajemniczy co do tego, czy faktycznie rozpoczną konkurs, ale teraz obaj twierdzą, że wystartują, bo nic tak nie mówi 'jedność partii' jak dwuosobowy wyścig o najwyższe stanowisko.

Streeting twierdzi, że ma poparcie 81 posłów Partii Pracy potrzebnych do rozpoczęcia wyzwania, i już szkicuje pole bitwy z 'bitwą idei' o przyszły kierunek partii. Ostrzegł przed traktowaniem rynków obligacji jak 'bondowych złoczyńców' – przytyk do wcześniejszych komentarzy Burnhama o niebyciu 'na łasce rynków obligacji' – i nalegał, aby żaden konkurs przywództwa nie stał się wyścigiem o to, kto może zaoferować najdroższe obietnice wiernym partyjnym.

W przemówieniu podkreślającym dyscyplinę fiskalną Streeting przywołał byłych kanclerzy skarbu Gordona Browna i Nigela Lawsona, co skłoniło niektórych w sali do zastanowienia się, czy subtelnie aspirował do roli kanclerza, jeśli zajmie drugie miejsce. Ale nalega, że może wygrać najwyższe stanowisko, przekonując członków Partii Pracy, że może wygrać wybory powszechne i zjednoczyć centrum z lewicą.

Streeting zasugerował również, że minister energii Ed Miliband powinien zatwierdzić projekty wierceń ropy i gazu na Morzu Północnym w Rosebank i Jackdaw, argumentując, że istnieje 'pragmatyczny argument za produkcją własnego gazu zamiast importowania go z zagranicy' – stanowisko, które z pewnością ucieszyłoby Milibanda, który kiedyś opisał licencję Rosebank jako 'klimatyczny wandalizm'.

Sir Keir Starmer tymczasem powtórzył swój zamiar 'nie odchodzenia', ale 'kontynuowania tego, do czego zostałem wybrany' – przypuszczalnie podczas gdy wszyscy inni debatują, kto powinien go zastąpić.