Prawdopodobnie można śmiało powiedzieć, że większość z nas nigdy nie uderzyła kogoś tak mocno mokrą rybą, że ten wpadł w pełnym ubraniu do basenu. Do niedawna to samo dotyczyło islandzkiej fenomenalnej jazz-popowej artystki Laufey. Aż do momentu, gdy wydała piosenkę "Mad Woman", w teledysku do której musiała walnąć Hudsona Williamsa, aktora z "Heated Rivalry", prosto w twarz lucjanem.

"O mój Boże, to było niesamowite. To było oczyszczające" – śmieje się na wspomnienie. "Miałam mnóstwo niewyładowanej energii, którą uwolniłam na biednym Hudsonie." Zdjęcia odbyły się w Los Angeles, z szykowną estetyką lat 60., gwiazdorską obsadą (w tym medalistką olimpijską Alyssą Liu i piosenkarką z Katseye, Megan Skiendiel) oraz historią o irracjonalnym związku Laufey z mężczyzną, który nie jest dla niej dobry. Ku jej uciesze, scena z rybą wymagała kilku ujęć, pełnych improwizowanych obelg.

"Nie jestem bardzo złą osobą, ale dobrze było krzyczeć i wrzeszczeć" – mówi. "Sięgnęłam do najgłębszych wspomnień, kiedy byłam najbardziej skrzywdzona przez mężczyzn i odkryłam w sobie część, o której nie wiedziałam, że istnieje." Dla każdego, kto zna muzykę Laufey (wym. lay-vay) Jónsdóttir, słowo "pierwotny" byłoby ostatnim, jakie by mu przyszło do głowy. Od 2022 roku rzuca czar na listy przebojów rozmarzonymi piosenkami miłosnymi, które łączą klasyczny wokal jazzowy i bujne orkiestracje z dowcipnymi, wyznaniowymi tekstami. To styl, który wymyśliła podczas studiów w Berklee College of Music w Bostonie, zbudowany na wychowaniu w Reykjaviku, gdzie uczyła się gry na pianinie i wiolonczeli od czwartego roku życia; oraz na pragnieniu połączenia miłości do musicali filmowych i Taylor Swift.

Kiedy wrzuciła swoją pierwszą piosenkę, "Street by Street" – o odzyskiwaniu ulubionych ogrodów i księgarń po rozstaniu – była zakłopotana, gdy formularz zgłoszeniowy kazał jej przypisać ją do jednego gatunku. Ostatecznie wybrała "piosenkarka-autorka". Ale pytanie, gdzie Laufey plasuje się w panteonie muzyki popularnej, od tamtej pory wprawia krytyków w zakłopotanie. Zapytaj ją, a powie, że to tak naprawdę nie ma znaczenia. "Starsi odbiorcy zawsze próbują mnie rozgryźć" – mówi. "Jak, 'Czy ona jest jazzmanką? Czy jest popową piosenkarką? Czy jest wiolonczelistką?' A z moją młodszą publicznością odkrywam, że nie mają tych z góry założonych uprzedzeń co do tego, co powinni lubić. Słuchają tego, czego pragnie ich serce. Czuję się bardzo szczęśliwa, że jestem muzykiem w dzisiejszych czasach, bo gatunek nigdy nie znaczył mniej. To naprawdę otworzyło mi drogę, by móc być po prostu wszystkimi tymi różnymi wersjami siebie."

Jej najnowszy album, "A Matter of Time" – wydany w sierpniu zeszłego roku – był pierwszą okazją, by pokazać wszystkie swoje barwy. Tematycznie osnuty wokół historii związku, przesiąknięty jest dźwiękiem tykającego zegara, odliczającego czas do momentu, w którym 27-letnia artystka swoimi lękami i niepewnościami rozwala całość. Po drodze zanurza palce w nowych brzmieniach – od soulowego singla "Silver Lining" po żywe brazylijskie rytmy w "Lover Girl". A kończy się "Sabotage", gdzie dysonansowe pianina i skoki-straszaki smyczków podkładają muzykę pod jej autodestrukcję. Co znamienne, "Sabotage" było pierwszą piosenką, którą napisała na płytę, zanim cofnęła się do bardziej romantycznych momentów.

"Cały album był dla mnie wyzwaniem, by wyjść poza swoje artystyczne mury, trochę się bać" – wyjaśnia. "Więc ta ściana hałasu, dla mnie, symbolizowała wyrwanie się z tradycyjnej formy, zarówno jako człowieka, jak i muzycznie." Po raz pierwszy pozwoliła, by emocje wzięły górę nad techniką. "A Matter of Time" zawiera niedoskonałe nuty i załamania głosu (w granicach rozsądku, to nie "Metal Machine Music" Lou Reeda ani nic takiego), gdy muzyk odsłania swoją wrażliwą stronę. Wszystko to było zainspirowane jej pierwszym doświadczeniem zakochania się – przeżyciem jednocześnie ekscytującym i niepokojącym. W "Lover Girl" praktycznie beszta samą siebie za bycie tak lekkomyślną. "Carousel" znajduje ją ostrożnie ujawniającą wady nowemu kochankowi. "A Cautionary Tale" jest pełne przejrzystości po rozstaniu: "Dałam za dużo, oddałam siebie / Ja"