Zanim wyrzucono to na pokład, wyłowiona zawartość nie przypominała już życia oceanicznego – była to zupa z martwych krabów, kongerów, pół tony błota i spłaszczonych rozgwiazd, które przez cztery godziny gwałtownie podskakiwały po dnie morskim, zanim zostały wyciągnięte na światło dzienne po śmierci. To codzienna rzeczywistość na pokładzie prawie 5000 trawlerów operujących od Morza Śródziemnego po Arktykę, łowiących dorsza, łupacza i krewetki, ale wyławiających rekiny, płaszczki i koniki morskie jako przyłów.
Według nowego raportu badaczy Pristine Seas z National Geographic, trałowanie denne w wodach europejskich kosztuje do 18,5 miliarda dolarów rocznie poprzez naruszanie osadów dennych i uwalnianie dwutlenku węgla. Trawlery kontynentu spędzają ponad 5,5 miliona godzin rocznie na połowach, a prawie jedna czwarta całej aktywności odbywa się w morskich obszarach chronionych (MPA). Profesor Enric Sala, rezydent National Geographic i współautor badania, ujął to wprost: „Nasze badanie jasno pokazuje, że trałowanie denne w wodach europejskich to nie tylko katastrofa ekologiczna, ale także ekonomiczna porażka.”
Podczas gdy branża generuje ponad 200 milionów dolarów zysku netto, europejscy podatnicy płacą rachunek około 90 razy wyższy. „Emitenci dwutlenku węgla tworzą koszty, za które nie muszą płacić – to reszta społeczeństwa za nie płaci” – powiedział Sala. Raport zauważa również, że do 75 procent życia morskiego złowionego w sieci trałowe ginie, a przyłów koleni, płaszczek, rekinów, gąbek i koników morskich jest wyceniany na ćwierć miliarda dolarów rocznie.
Bally Philp, rybak trzeciego pokolenia ze szkockiej wyspy Skye, który został zwolniony z trawlera swojego wuja za próbę wypuszczania żywego przyłowu, obecnie przewodniczy Szkockiej Federacji Rybaków Łowiących Koszami. „Nie można rozwiązać problemu selektywności, nie można rozwiązać problemu ścierania dna morskiego i nie można rozwiązać problemu węgla” – powiedział. „Węgiel dodaje kolejną warstwę przekonujących argumentów, dlaczego moglibyśmy chcieć ograniczyć trałowanie.”
Pomimo posiadania ponad 300 000 mil kwadratowych rezerwatów morskich, tylko 0,07 procent wód Europy miało „pełną” lub „wysoką” ochronę przed trałowaniem, jak odkryli badacze. Od 2020 roku trawlery złowiły ponad 1,3 miliona ton ryb w chronionych wodach Wielkiej Brytanii – wystarczająco, aby wypełnić 500 olimpijskich basenów, według Greenpeace. Michael Sealey, starszy doradca ds. polityki w Oceana w Europie, podsumował absurd: „Kiedy jesz krewetkę, jesz krewetkę, ale dla tej krewetki zabiłeś rekiny, zabiłeś płaszczki, uwolniłeś tony dwutlenku węgla.”
Raport podkreśla szerszą globalną ślepą plamkę: ponad 3000 różnych gatunków ryb jest łowionych w trałach dennych na całym świecie, a 95 procent złowionych gatunków nie było zamierzonym celem. Sarah Foster, główna autorka powiązanego badania w Reviews in Fish Biology and Fisheries, powiedziała, że trałowanie denne to nie tylko wyzwanie dla rybołówstwa, ale także wyzwanie dla zmian klimatu: „Zużywają najwięcej paliwa i uwalniają węgiel z dna oceanu w sposób, w jaki nie robią tego żadne inne połowy.”
Pomimo ogromnych szkód ekologicznych, trawlery dostarczają zaledwie 2 procent białka zwierzęcego w Europie i zatrudniają mniej niż jedną trzecią liczby osób pracujących w niskoemisyjnym, małoskalowym rybołówstwie. Podział korporacyjny jest rażący: zaledwie 26 łodzi łowi ponad 50 procent szkockich owoców morza pod względem wartości. Philp zauważył, że na największych szkockich super-trawlerach „faceci, którzy pracują na tych łodziach, nie mają nawet sztormiaków” – wymowny znak tego, kto tak naprawdę czerpie zyski z niszczenia oceanu.