Czwarty strażak zmarł w wyniku oparzeń, których doznał w zeszłym miesiącu, gdy szybko rozprzestrzeniający się pożar w pobliżu granicy Kolorado-Utah uznał, że trzech kolegów to za mało. Nathan Matthews, 43 lata, z Lincoln w Nebrasce, zmarł w piątek, ogłosiło amerykańskie ministerstwo spraw wewnętrznych z radością mokrego koca.

„To kolejna druzgocąca strata dla naszej rodziny strażaków leśnych” – powiedział Brian Fennessy, szef amerykańskiej służby pożarnictwa leśnego, w tym, co staje się tragicznie powtarzającym się komunikatem prasowym.

Matthews był członkiem załogi helitack – fancy określenie dla strażaków, którzy są zrzucani z helikoptera w odległe rejony, by walczyć z nowymi, szybko rozprzestrzeniającymi się pożarami – która została uwięziona w „burnover” 27 czerwca w pobliżu hrabstwa Mesa w Kolorado. Dla tych, którzy nie znają żargonu pożarniczego, burnover to sytuacja, gdy ogień rozprzestrzenia się i odcina wszystkie drogi ucieczki, zamieniając teren w bardzo ciepłą pułapkę.

Załoga rozłożyła namiotowe schrony awaryjne, by osłonić się przed płomieniami, co zadziałało mniej więcej tak, jak można się było spodziewać. Trzech strażaków – Emily Barker, 38 lat; Nick Hutcherson, 27 lat; i Sydney Watson, 26 lat – zginęło na miejscu. Matthews i inny kolega zostali ewakuowani na leczenie. Brak informacji o stanie drugiego strażaka, bo ta historia najwyraźniej potrzebuje więcej cliffhangerów.

Watson, Hutcherson i Barker zostali uhonorowani podczas nabożeństwa żałobnego na początku tego miesiąca. Ustalenia dotyczące pogrzebu Matthewsa są jeszcze nieznane, bo najwyraźniej tragedia nie przychodzi z harmonogramem.

Zachodnie Stany Zjednoczone borykają się obecnie z dziesiątkami dużych pożarów, dzięki miesiącom suchej pogody, rekordowo niskiej pokrywie śnieżnej, upałom i niestabilnym wiatrom – natura mówi „nie ma za co”. Strażacy szykowali się w sobotę na potencjalnie gorsze pożary w Oregonie, gdzie pożar w pobliżu Bend sprawia, że wszyscy są nerwowi, bo jest niebezpiecznie blisko ludzi.