Ciastkowe szopy, te urocze budki z systemem uczciwości, wypełnione domowymi ciasteczkami, brownie i cytrynowym lukrem, stały się pełnoprawną brytyjską tradycją. Pojawiają się na trawnikach, podjazdach i przydrożnych pasach w całym kraju, zmieniając amatorskich piekarzy w mini-cesarzowe cukiernictwa. Dla niektórych to dodatkowy zarobek; dla innych, jak Danielle Edgington z Kings Heath w Birmingham, to pełnoetatowa kariera, która zastąpiła jej pracę menedżera ds. cateringu. Jej Lawendowa Szopka Ciastkowa zarabia teraz od 500 do 1000 funtów tygodniowo, a klienci przyjeżdżają z Redditch i Solihull, by ustawić się w kolejce na jej cichej ulicy. Jest otwarta siedem dni w tygodniu, od 09:00 do 21:00 czasu brytyjskiego, a za tłumy dziękuje swojej popularności na TikToku. „Widzieć tam kolejkę to coś niesamowitego” – powiedziała. Tymczasem Charley Coleman-Pollard, matka dwójki dzieci w Castlethorpe w Milton Keynes, prowadzi swoją Something Different's Cake Shed w piątki i soboty, inwestując wszystkie zyski z powrotem w szopę. „Wiele matek robi to jako pełnoetatową pracę” – zauważyła. „Pojawiają się dosłownie wszędzie.”

Ale sukces przyciągnął długie ramię prawa. Niektóre rady, powołując się na ustawę o samorządzie lokalnym (przepisy różne), żądają teraz od piekarzy wykupienia licencji na handel uliczny – kosztujących od 1000 do 3000 funtów. W Bassettlaw w Nottinghamshire ośmiu właścicieli szop, w tym Heather Price z The Retford Bakeshed, otrzymało doręczone osobiście zawiadomienia grożące grzywnami, jeśli nie zapłacą. Heather była „oszołomiona”. Po sprzeciwie społeczności rada wstrzymała egzekucję, by przejrzeć swoją politykę – ale jak dotąd nie podjęto żadnej decyzji. Groźba wisi w powietrzu: jeśli rady zaczną egzekwować licencje, mniejsze szopy mogą upaść. Danielle, która już posiada certyfikat bezpieczeństwa żywności trzeciego poziomu, czeka na odpowiedź z rady Birmingham. „Koszt może wynosić od 1000 do 3000 funtów” – powiedziała – „więc dla niektórych mniejszych szop może to być nieopłacalne”. Na razie marzenie o ciastkowej szopie wisi na włosku, a piekarze mają nadzieję, że jedyne, czym muszą się martwić, to czy cytrynowy lukier nie skończy się przed weekendem.