Na Zachodzie wiele się nauczyliśmy z konfliktu na Ukrainie. Cztery lata po pełnoskalowej inwazji – wojna właściwie zaczęła się w 2014 roku – znajdujemy się, albo powinniśmy się znajdować, z o wiele lepszym zrozumieniem natury wojny i o wiele większym poczuciem zagrożeń, przed którymi stoimy. Najbardziej widocznie odzwierciedlają to obietnice w całej Europie Zachodniej dotyczące zwiększenia wydatków na obronność. Ale jaki jest konkretny efekt tego? Jak mówiło wielu komentatorów, liczy się nie tylko to, ile wydajesz, ale jak wydajesz; a brutalna prawda jest taka, że nawet przy hojnych i stałych inwestycjach potrzeba lat, aby stworzyć ekosystem obronny, który tworzy prawdziwe odstraszanie.
Ukraina unaoczniła coś jeszcze – coś, co czytelnicy SpaceNews pewnie już wiedzą: obrona zależy od kosmosu. Skuteczność dronów, działanie artylerii, przemieszczanie się jednostek na ziemi – wszystko to działa optymalnie, gdy systemy kosmiczne (konkretnie pozycjonowanie, nawigacja i synchronizacja czasu) są online i działają bezproblemowo; zaczynają się szybko psuć, gdy nie są. Nic dziwnego, że nowoczesne wojska starają się zakłócać lub unieszkodliwiać satelity koordynujące siły na ziemi.
W Brytanii, choć obiecaliśmy podnieść wydatki na obronność do 2,5% PKB do 2027 roku, dodaliśmy 2,2 miliarda funtów na lata 2025-26 i mówimy (w zeszłorocznym Strategicznym Przeglądzie Obronnym) o „gotowości bojowej”, nie jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być w kwestii odporności kosmicznej. Duża część naszej architektury pozostaje stosunkowo krucha. Niewielka liczba systemów dźwiga główny ciężar, a wiele wciąż polega na stałej ludzkiej kontroli z ziemi. Te połączenia, w przypadku konfliktu, zostaną osłabione lub przerwane. A to wpłynie na tych, którzy na nich polegają, w sposób, który pod presją jest trudny do naprawienia.
Co powinno się stać? Po pierwsze, rozproszyć kluczowe elementy systemu, tak aby jeśli jeden zawiedzie, cały system się nie załamał. Innymi słowy, dążyć do nadmiarowości. Dzielić kluczowe zadania między flotę, jak w operacjach powietrznych i morskich, aby przeciwnicy nie mogli zakłócić całej sieci, po prostu eliminując jeden lub kilka statków kosmicznych.
Po drugie, poprawić świadomość. Atrybucja to kłopotliwy problem w kosmosie. Często nie jest jasne, co się dzieje i kto jest odpowiedzialny. Jeśli statek kosmiczny przestaje działać tak, jak powinien, ustalenie dlaczego i kto, jeśli ktokolwiek, stoi za tym, nie powinno być grą w zgadywanie. To może prowadzić do nadmiernych reakcji i eskalacji lub, z drugiej strony, paraliżu lub braku jakiejkolwiek odpowiedzi. Praktycznie rzecz biorąc, świadomość sytuacyjna w domenie kosmicznej wymaga, aby statki kosmiczne mogły same zbierać dane i reagować. Niestety, oczekiwanie, że ludzki operator będzie nadzorował wszystko przez całą dobę i będzie w stanie reagować na wydarzenia, które dzieją się bardzo szybko, jest nierealistyczne. Potrzebujemy systemów autonomicznych.
Tego nie widzimy – jeszcze nie. Coraz więcej mówi się o kosmosie i rośnie świadomość naszych słabości. Ale jeśli chodzi o to, jak nasze systemy są budowane i kupowane, jest jeszcze trochę do zrobienia. Prawda jest taka, że obecna architektura kosmiczna opiera się na przestarzałym światopoglądzie – takim, w którym kosmos jest mniej więcej pokojową domeną, wspólną nawet dla krajów rywalizujących ze sobą na Ziemi. To pozostawiło nas narażonych na kraje, które – według wysokich rangą postaci w obronności i kosmosie – nieustannie śledzą i zagłuszają nasze własne aktywa.
Rozwiązanie tego problemu wykracza poza zakres jednego artykułu. Ale droga naprzód będzie wymagać reformy zamówień publicznych, bogatszego i głębszego zrozumienia konkretnych problemów, które wymagają rozwiązania, znacznie większej pilności i, po prostu, wszystkiego ukierunkowanego na sytuację, w której jest więcej systemów, współpracujących ze sobą, zaprojektowanych od początku tak, aby działały mimo zakłóceń, a nie zakładając, że zakłóceń można uniknąć. Systemy, których potrzebujemy, muszą rozpraszać ryzyko, szybko dostosowywać się do zmieniających się okoliczności i działać dalej, gdy ich części zawodzą. To pozwoli siłom na ziemi robić swoje.