Belgia właśnie pokonała Nową Zelandię 5-1, zapewniając sobie pierwsze miejsce w grupie G i, przynajmniej teoretycznie, łatwiejszy los w 1/16 finału, ale Rudi Garcia był wyraźnie poirytowany. W odpowiedzi na pierwsze pytanie podczas krótkiej konferencji prasowej po meczu poprawił mikrofon, aby jego słowa zostały usłyszane.
„Naprawdę nie doceniłem tego, że nazwano ich emerytami” – powiedział, nawiązując do artykułu w „La Libre”, francuskojęzycznej belgijskiej gazecie, która porównała Kevina De Bruyne do wypalonego hollywoodzkiego aktora po słabym występie przeciwko Iranowi w poprzednim meczu w Los Angeles.
„Kiedy naród ma graczy tej klasy, wspiera się ich” – dodał Garcia, chwaląc występy swoich „czterech liderów”: De Bruyne, Romelu Lukaku, Thibaut Courtois i Leandro Trossard, który strzelił dwa gole przeciwko Nowej Zelandii; otwierający wynik Trossarda był pierwszym golem zdobytym przez Belgię na tym turnieju (po golu samobójczym przeciwko Egiptowi) przy 45. próbie po ponad 200 minutach męczarni.
Padł on po komicznej obronie – Chris Wood i Tim Payne przypadkowo oznaczali się nawzajem, pozwalając Trossardowi otworzyć worek z bramkami. De Bruyne wpisał się na listę strzelców, Lukaku strzelił głową 56 sekund po wejściu z ławki, a Charles De Ketelaere dołożył wisienkę na torcie. Gdzie więc jest ten dobry nastrój i co pozostawia Garcia i Belgii to miażdżące zwycięstwo?
We wtorek, ponownie na konferencji prasowej przed środowym meczem z Senegalem, Garcia wydawał się niezainteresowany odpowiadaniem na pytania, czy to rozbicie pomogło naoliwić tryby, czy też odciążyło, zamiast tego oddając głos De Ketelaere, który siedział obok niego.
„Czy jesteś pod presją? Czy mecz z Nową Zelandią coś zmienił?” – zapytał Garcia swojego zawodnika. Pojawiły się też wątki wczesnych odpadnięć Niemiec i Holandii. „Wczoraj [poniedziałek] pokazało nam, że bycie faworytem czy nie, nie ma znaczenia” – powiedział De Ketelaere. Potem przyszła kolej Garcii. „Le même chose” – powiedział z uśmiechem.
Charakter dotychczasowego turnieju Belgii sprawia, że wydają się podatni na wpadkę, ale wśród tego nurtu negatywności łatwo zapomnieć, że od ich ostatniej porażki minęło 16 miesięcy – przegranej 3-1 z Ukrainą. Był to również pierwszy mecz Garcii w roli trenera i choć bez wątpienia rozczarowywali aż do rozbicia Nowej Zelandii, to jest to osiągnięcie, które musi coś znaczyć.
Garcia ma też zdrową kadrę – kondycja Jérémy’ego Doku, De Ketelaere i Lukaku poprawia się, a Zeno Debast jest dostępny po kontuzji nogi na swoje pierwsze minuty w turnieju. Jeśli Belgia awansuje, w 1/8 finału może zmierzyć się z USA. W marcu tego roku, w meczu towarzyskim w Atlancie, Belgia zdominowała drużynę Mauricio Pochettino, wygrywając 5-2. Byli niepokonani w eliminacjach, zdobywając 29 goli, notując dwa razy po sześć, a także 7-0 z Liechtensteinem.
Czy ich najnowsze wielkie zwycięstwo wydaje się początkiem ich mundialu na poważnie? „Chcieliśmy zakończyć na pierwszym miejscu w grupie i to zrobiliśmy” – powiedział Garcia. „Chciałbym, żebyśmy wygrali więcej meczów – wszystkie – ale nie wrócimy do przeszłości. Liczy się to, że awansowaliśmy z fazy grupowej i wiemy, że gramy z najsilniejszą drużyną z trzecich miejsc: Senegal miał bardzo trudną grupę z Francją, Norwegią i Irakiem i to prawdopodobnie dlatego zajęli trzecie miejsce, ale to nie ma znaczenia, bo jeśli chcesz zajść daleko w mistrzostwach świata, musisz pokonać dobre i doskonałe drużyny: Senegal jest tutaj i chcemy awansować.”
Zwycięstwo ostatnim razem pozwoliło także Belgii pozostać w Seattle, gdzie stacjonowali przez ostatnie trzy tygodnie, w bazie treningowej Seattle Sounders na przedmieściach miasta.
„To nie jest wielka przewaga” – powiedział Garcia, który spodziewa się trudnego wyzwania ze strony Senegalu, 18. w rankingu FIFA, osiem miejsc za jego drużyną. Być może pomaga mu znajomość Pape Thiawa, trenera Senegalu, z czasów w Saint-Étienne, gdzie asystował Robertowi Nouzaretowi i Johnowi Toshackowi.
„I wa