Następnym razem, gdy poczujesz chłód w "nawiedzonym" domu i podejrzewasz, że w pobliżu jest zjawa, naukowcy chcieliby, abyś rozważył bardziej przyziemnego winowajcę: wibrujące rury, dudniący ruch uliczny lub turbinę wiatrową za rogiem. Nowy artykuł w "Frontiers in Behavioral Neuroscience" wskazuje na infradźwięki – fale dźwiękowe poniżej zakresu słyszalności ludzkiego ucha – jako prawdopodobny czynnik przyczyniający się do tych upiornych wrażeń.

Naukowcy od dawna szukali logicznych wyjaśnień rzekomych nawiedzeń. W 2003 roku psycholog Richard Wiseman z University of Hertfordshire oprowadzał badanych po Pałacu Hampton Court i piwnicach South Bridge Vaults w Edynburgu, obu słynących z duchów. Uczestnicy zgłaszali więcej dziwnych doświadczeń w miejscach rzekomo nawiedzonych – niezależnie od tego, czy znali plotki, czy nie. Wiseman odkrył, że te miejsca charakteryzowały się różnicami w polach magnetycznych, wilgotności i oświetleniu, co sugerowało, że ludzie po prostu reagowali na normalne czynniki środowiskowe. Postawił hipotezę, że silniejsze pola magnetyczne mogą drażnić mózg podobnie jak stymulacja elektryczna zakrętu kątowego, która może wywołać wrażenie czyjejś obecności za plecami. W pokrewnym badaniu Mary King's Close 70 procent badanych zgłosiło nagłe zimno, wrażenie bycia obserwowanym lub niewytłumaczalne kroki – w obszarach o znacznie niższej wilgotności. Zatem odczucia są realne; duchy – niekoniecznie.

Nieżyjący już Vic Tandy, inżynier z Coventry University, zaproponował innego winowajcę: infradźwięki o częstotliwości 18,9 Hz. Choć zbyt niskie dla ludzkiego ucha, badania sugerują, że możemy je podświadomie wyczuwać. Tandy obwiniał infradźwięki za upiorne doświadczenie w swoim laboratorium w Warwick – poczuł, że włosy stają mu dęba i ujrzał szarą zjawę – tylko po to, by odkryć, że nowo zainstalowany wentylator wyciągowy był prawdopodobnym źródłem. Zmarł w 2005 roku, zanim mógł kontynuować badania, zwłaszcza nad tym, dlaczego niektórzy ludzie są podatni, a inni nie.

Wkracza Rodney Schmaltz z MacEwan University, współautor najnowszego badania. Schmaltz od dawna omawiał infradźwięki na swoim kursie o nauce i pseudonauce, a nawet zabierał studentów na "polowania na duchy", aby obalić standardowe narzędzia łowców duchów. On i jego studenci zbudowali głośniki infradźwiękowe i zabrali je do komercyjnego nawiedzonego domu po godzinach. Gdy włączali infradźwięki, ludzie szybciej przechodzili przez dom. "To było interesujące, ale z pewnością nie wystarczające, by definitywnie stwierdzić, jaki wpływ mają infradźwięki" – powiedział.

Rozmowa z neurobiologiem Kale'em Scattertym – współautorem badania z 2023 roku pokazującego, że danio pręgowane unikają infradźwięków – zainspirowała eksperyment laboratoryjny. Trzydziestu sześciu uczestników siedziało samotnie w pokoju, wystawionych na działanie albo uspokajającej muzyki w stylu jogi, albo niepokojących dźwięków otoczenia, przy czym połowa otrzymywała również infradźwięki z ukrytych subwooferów. Wyniki: ogólnie uczestnicy czuli się bardziej poirytowani i zaniepokojeni, gdy infradźwięki były włączone, niezależnie od muzyki, a ich poziom kortyzolu znacząco wzrósł. Nikt nie był w stanie wiarygodnie stwierdzić, kiedy infradźwięki były obecne. Tak więc ludzie mogą mieć fizjologiczną reakcję strachu na dźwięki, których świadomie nie słyszą.

Ale infradźwięki to nie cała historia. "Nie chodzi o to, że infradźwięki 'powodują' nawiedzenia" – wyjaśnił Schmaltz. "Zdecydowanie nie twierdzimy, że rozwiązaliśmy zagadkę nawiedzeń. Ale w niektórych starszych budynkach nisko dudniące rury [wytwarzające infradźwięki] mogą nieco napędzać to zjawisko, jeśli ktoś już spodziewa się czegoś upiornego." Jest sceptyczny wobec wizualnej iluzji Tandy'ego, zauważając, że jego własne eksperymenty osiągały 75–78 dB bez wywoływania czegoś podobnego.

Schmaltz przyznaje, że badanie ma małą, jednorodną próbkę – testowanie kortyzolu jest drogie, a on miał tylko 8 000 dolarów grantu. Chciałby rozszerzyć badania, ale na razie jego zespół odwiedza rzekomo nawiedzone miejsca i mierzy poziom infradźwięków. "Niewiele znajdujemy" – przyznał. Przyszłe badania mogłyby testować szerszy zakres częstotliwości; to używało 17–19 Hz, typowych dla dudniących rur lub ruchu ulicznego. "Jesteśmy stworzeni do wierzenia" – powiedział Schmaltz. "Po prostu staram się promować narzędzia, które pomogą ludziom stać się lepszymi konsumentami informacji, aby identyfikować, kiedy coś brzmi naukowo, ale nim nie jest."