Prawie 3 miliony australijskich pracowników zaraz stanie się odrobinę mniej biednych, po tym jak Fair Work Commission uznała, że obecna płaca minimalna była, no cóż, niewystarczająca do przeżycia. Komisja przyznała 4,75% podwyżki dla około 2,8 miliona pracowników na stawkach premiowych, podczas gdy około 100 000 najniżej opłacanych otrzyma wyższą, 6% podwyżkę.
Ogłaszając decyzję we wtorek rano, prezes Fair Work Commission, sędzia Adam Hatcher, ujawnił, że najniższa stawka godzinowa wzrośnie z prawie 24,95 dolarów do 26,44 dolarów - wzrost o niecałe 6%. Hatcher nazwał tegoroczną decyzję „szczególnie trudną”, co mówi się, gdy rosnące ceny paliw dolewają oliwy do ognia już istniejących presji inflacyjnych, a ty próbujesz sprawić, by matematyka, która oczywiście nie działa, jednak działała.
Hatcher wskazał, że spadający standard życia uderzył najmocniej w najniżej opłacanych, uzasadniając to, co nazwał „dodatkowymi środkami” w celu ochrony bardziej wrażliwych pracowników. Wyższa podwyżka dla najniżej opłacanych odzwierciedlała „dostosowanie strukturalne” klasyfikacji płac, czyli wymyślne określenie na „bardziej im się należało”.
Związki zawodowe domagały się 6% podwyżki płacy minimalnej po tym, jak ubiegłomiesięczny budżet prognozował inflację na poziomie 5% w roku do czerwca. Tymczasem Australijska Izba Handlu i Przemysłu, główne stowarzyszenie pracodawców, domagała się 3,5% podwyżki - bo najwyraźniej wierzą w magiczną moc mniejszych pieniędzy w rozwiązywaniu problemów kosztów utrzymania.
Koszty utrzymania są problemem numer jeden dla australijskich gospodarstw domowych od czasu, gdy inflacja przetoczyła się przez gospodarkę po lockdownach Covid-19. Poprzednia podwyżka płacy minimalnej wynosiła 3,5% na lata 2025-26. Inflacja wyniosła 4,2% w roku do kwietnia, według najnowszych danych Australijskiego Biura Statystycznego, a budżet przewiduje, że wzrost cen konsumpcyjnych może przekroczyć 5%, jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie się przedłuży, a ceny ropy wzrosną na dłużej.
Ponieważ Bank Rezerw ostrzega, że może być zmuszony do dalszego podnoszenia stóp procentowych, by zdusić wszelkie oznaki, że mentalność inflacyjna opanowała kraj, skarbnik Jim Chalmers wezwał do „rzeczywistej” podwyżki płac, ale dodał, że musi być ona również „zrównoważona”. Bo najwyraźniej w wielkim australijskim balansowaniu to, że pracownicy mają wystarczająco na życie, jest tym, co może przeważyć szalę.