Administracja Trumpa ogłosiła plany demontażu wartego 368 milionów dolarów systemu obserwacji głębinowej, który przez ponad dekadę dostarczał kluczowych danych o systemach oceanicznych i zmianach klimatu. Bo nic tak nie mówi „dbamy o planetę” jak wyłączenie monitorów, które mówią nam, jak bardzo ją niszczymy.

W zawiadomieniu Narodowa Fundacja Nauki (NSF) ujawniła, że „rozpoczęła ograniczanie zakresu Inicjatywy Obserwatoriów Oceanicznych” (OOI), rozległej sieci ponad 900 instrumentów zbierających dane o zdrowiu oceanów, w tym o wzorcach prądów, zmienności klimatu i różnorodności biologicznej mórz. Zawiadomienie, wydane 21 maja, pojawiło się zaledwie kilka dni po tym, jak Trump zwolnił wszystkich członków niezależnej rady nadzorującej NSF. Zbieg okoliczności? Na pewno wszystko jest w porządku.

Plan obejmuje usunięcie całej infrastruktury podwodnej ze stanowisk obserwacyjnych u wybrzeży Karoliny Północnej, Oregonu, Waszyngtonu i Alaski, a także z Morza Irmingera, morza przybrzeżnego między Grenlandią a Islandią. Bo kto potrzebuje danych ze strategicznie ważnych regionów oceanicznych?

Niektórzy naukowcy wyrazili zaniepokojenie planem, podczas gdy demokratyczni ustawodawcy zapowiedzieli walkę z nim. Senator Chris Van Hollen z Maryland nazwał to „krótkowzrocznym posunięciem”, które „ostatecznie będzie kosztować amerykańskich podatników więcej, a nie mniej”. Senator Sheldon Whitehouse, demokrata z Rhode Island, był bardziej bezpośredni, pisząc na X: „Paliwa kopalne ogrzewają nasze oceany zettadżulami, więc skorumpowani sługusy Trumpa od paliw kopalnych chcą wyłączyć monitory”. Subtelne jak taran, ale nie myli się.

Po ogłoszeniu główny badacz OOI, Jim Edson, powiedział, że plan NSF obejmuje stopniowe odzyskiwanie i usuwanie infrastruktury w ciągu najbliższych 15 miesięcy. „W miarę odzyskiwania infrastruktury z poszczególnych układów, związane z nimi strumienie danych w czasie rzeczywistym i możliwości obserwacyjne w tych lokalizacjach zakończą się” – powiedział Edson. Czyli, w skrócie, ocean znów stanie się tajemniczą otchłanią, jak za starych dobrych czasów.

Ruch ten zakończy ponad dekadę ciągłego monitorowania oceanów po tym, jak system po raz pierwszy stał się operacyjny w czerwcu 2016 roku. Opisując sieć jako „dostarczającą najbardziej zaawansowane na świecie stale działające systemy obserwacji oceanów”, Edson dodał: „Jesteśmy głęboko wdzięczni za niezwykłe wysiłki naukowców, inżynierów, operatorów, edukatorów, studentów i partnerów, którzy umożliwili to przedsięwzięcie i którzy nadal rozwijają jego dziedzictwo poprzez wykorzystanie jego danych”. Tłumaczenie: dzięki za grę, teraz idźcie do domu.

Demontaż OOI to kolejny krok w wycofywaniu się administracji Trumpa z inicjatyw naukowych i klimatycznych. Następuje również po naciskach Trumpa na rozszerzenie głębinowego wydobycia i złagodzenie przepisów dotyczących rybołówstwa, co zaniepokoiło oceanografów i ekspertów klimatycznych. Bo po co poprzestawać na niszczeniu powierzchni, skoro można zejść głębiej?

Hilary Palevsky, profesor zajmująca się biogeochemią morską i oceanografią w Boston College, wskazała na znaczenie danych, które zostaną utracone, szczególnie biorąc pod uwagę zaawansowaną inżynierię wymaganą do rozmieszczenia i utrzymania instrumentów. „Jedną z prawdziwych zalet OOI i wielu zbiorów danych autonomicznych jest to, że naukowcy tacy jak ja nie muszą mieć wiedzy ani zasobów, aby samodzielnie wdrażać tego rodzaju infrastrukturę” – powiedziała Palevsky. „Możliwość posiadania instrumentów, zarówno unoszących się w atmosferze na powierzchni oceanu, jak i przetrwających naprawdę głębokie mieszanie i fale pod powierzchnią”.

Powiedziała: „Przez ponad 10 lat, odkąd te rzeczy są rozmieszczone, stawały się coraz lepsze. Więc zwrot danych również z czasem stawał się coraz lepszy… społeczność naukowa naprawdę właśnie dochodziła do punktu, w którym mogła wykorzystać zebrane dotychczas dane… Jestem naprawdę rozczarowana, że ta ważna seria danych nie będzie kontynuowana”. Innymi słowy, właśnie wtedy, gdy zaczynaliśmy rozumieć, co mówi nam ocean, ktoś wyłącza nasłuch.