W zeszłym tygodniu sześciu policjantów przyjechało do posiadłości Snilesworth dwoma pickupami, zapewne nie po to, by podziwiać polowania na kuropatwy, które przyciągają "bogatych ludzi z Londynu helikopterami i przyciemnionymi SUV-ami". Zamiast tego szukali wskazówek dotyczących zaginionego bielika – ptaka tak dużego, że potocznie nazywanego "latającymi drzwiami od stodoły", dzięki rozpiętości skrzydeł 2,5 metra, co czyni go największym drapieżnikiem w Wielkiej Brytanii.
To nie byle jaki ptak, który zaginął. Od 2019 roku Fundacja Przyrody Roya Dennisa (RDWF) i Forestry England mozolnie reintrodukują bieliki na południowym wybrzeżu, po tym jak prześladowania ze strony ludzi wytępiły je w Anglii do 1780 roku. Do tej pory wypuszczono 45 młodych bielików z wyspy Wight, a w 2025 roku dwa ptaki rozmnożyły się w Dorset – pierwszy raz od 240 lat. Zaginiony bielik to pisklę z tego historycznego lęgu, wyposażone w nadajnik satelitarny, obecnie dorosłe i najwyraźniej znikające w powietrzu.
Ostatni sygnał z nadajnika nadszedł o 1:20 nad ranem 1 maja, gdy ptak nocował w North York Moors. Potem nic. "Nadajniki są naprawdę niezawodne" – powiedział Tim Mackrill z RDWF. "Nie ma powodu, by przestały transmitować." Czas i miejsce wzbudziły podejrzenia, biorąc pod uwagę, że North Yorkshire jest tym, co miłośnicy ptaków nazywają "cmentarzyskiem drapieżników": między 2015 a 2024 rokiem 21,84% wszystkich potwierdzonych przypadków prześladowania ptaków drapieżnych w Wielkiej Brytanii miało miejsce tutaj, z czego 50% zastrzelono, 21% otruto, a 13% schwytano w sidła.
Mark Thomas z RSPB, który pomógł skazać strażnika łowieckiego za planowanie zastrzelenia błotniaków zbożowych wcześniej w tym roku, zauważył, że to nie pierwszy bielik z projektu reintrodukcji, który zaginął – trzy zniknęły w zeszłym roku w Walii, Szkocji i Sussex. "Coś się stało w środku nocy, gdy ten bielik nocował" – powiedział. "Najprawdopodobniej ptak został zastrzelony... potencjalnie przy użyciu sprzętu termowizyjnego."
Jak można się spodziewać, organizacje strzeleckie i łowieckie wzywały do ostrożności. Brytyjskie Stowarzyszenie Strzelectwa i Ochrony Przyrody stwierdziło, że nikt nie wie, co się stało, podczas gdy Narodowa Organizacja Strażników Łowieckich zauważyła, że bieliki "mają bardzo mały wpływ na ptaki łowne". Andrew Gilruth ze Stowarzyszenia Wrzosowisk wskazał, że "nadajniki mogą ulec awarii" i "zarzuty to nie fakty". Tymczasem główny strażnik łowiecki Snilesworth, Charlie Woof – który przyznał się do winy za nielegalne łapanie ptaków drapieżnych w 2008 roku – odmówił komentarza, mówiąc reporterom: "Nic o tym nie wiem."
W miarę trwania śledztwa najlepszą nadzieją na sprawiedliwość może być nieumiejętność sprawcy trzymania języka za zębami. "W tej społeczności często się zdarza, że ludzie gadają" – powiedział Thomas. "Dosłownie pójdą do pubu i coś powiedzą."