W zwrocie wydarzeń, który biolodzy morscy prawdopodobnie opiszą jako 'natura robi swoje', 35-letni mężczyzna zmarł po ukąszeniu przez rekina u wybrzeży Australii Zachodniej. Bo kiedy łowisz podwodnie w wodach opanowanych przez rekiny, czasami ocean postanawia się bronić.

Policja stanowa potwierdziła w sobotę po południu, że mężczyzna, który łowił podwodnie z rodziną w pobliżu wyspy Michaelmas - urocze miejsce około 375 kilometrów na południowy wschód od Perth - uległ swoim obrażeniom. Ratownicy medyczni pracowali nad nim ponad dwie godziny, ale nawet ich heroiczne wysiłki nie mogły odwrócić tego, co zrobił 4,5-metrowy rekin tuż przed 11:30 czasu zachodnioaustralijskiego.

Służby ratunkowe zostały wezwane na miejsce po zgłoszeniu możliwego ataku rekina. Mężczyzna został przywieziony na brzeg łodzią, gdzie spotkali go ratownicy. Mimo ich najlepszych starań nie udało się go ożywić. Stanowy departament przemysłu podstawowego potwierdził przypuszczalny rozmiar rekina, prawdopodobnie chcąc uspokoić opinię publiczną, że to był bardzo duży rekin, a nie tylko ugryzienie.

St John Ambulance poinformowało, że wiele zespołów ratowników pozostało na miejscu, udzielając pomocy mężczyźnie, przypuszczalnie z taką pilnością, która sugeruje, że wiedzieli, iż szanse nie są po jego stronie. Tymczasem departament przemysłu podstawowego wydał ostrzeżenie, aby ludzie zachowali szczególną ostrożność w rejonie wyspy Michaelmas i stosowali się do wszelkich zamknięć plaż zaleconych przez lokalnych strażników parku lub ratowników. Bo nic nie mówi 'wakacje' jak zamknięcie plaży z powodu rekina zjadającego ludzi.

Departament poinformował, że współpracuje z policją i innymi lokalnymi władzami w celu skoordynowania reakcji, co prawdopodobnie obejmuje dużo kręcenia głową i 'dlatego nie możemy mieć miłych rzeczy'. Policja przygotuje raport dla koronera, który prawdopodobnie szczegółowo opisze, jak dzień rodzinnej zabawy zamienił się w tragiczne spotkanie z drapieżnikiem szczytowym oceanu.