Światowa Organizacja Zdrowia ma wiadomość dla nerwowej planety: ognisko hantawirusa na statku wycieczkowym MV Hondius nie jest następną pandemią, pomimo niesamowitego déjà vu tajemniczego wirusa na liniowcu oceanicznym.

Szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus przeprowadził dziennikarzy przez potwierdzone dotychczas przypadki. Pierwszą ofiarą był mężczyzna, u którego objawy pojawiły się 6 kwietnia, a zmarł 11 kwietnia; nie pobrano próbek, ponieważ nie podejrzewano hantawirusa. Jego żona zeszła na ląd, gdy statek zacumował na Świętej Helenie, również objawowa, i zmarła podczas lotu do Johannesburga 26 kwietnia. Trzecia ofiara, kobieta na statku, zgłosiła objawy 28 kwietnia i zmarła 2 maja. Czwarty przypadek, mężczyzna, który zgłosił się do lekarza okrętowego 24 kwietnia, został ewakuowany i pozostaje na oddziale intensywnej terapii.

„Nie spodziewamy się dużej epidemii” – powiedział Abdirahman Sheikh Mahamud, szef operacji reagowania na zagrożenia zdrowotne WHO, zauważając, że doświadczenie państw członkowskich i szybkie działania powinny powstrzymać ognisko. Maria Van Kerkhove, pełniąca obowiązki dyrektora WHO ds. zarządzania epidemiami i pandemiami, była jednoznaczna: „To nie jest koronawirus. To bardzo inny wirus. To nie jest początek pandemii Covid”. Podkreśliła, że wirus Andes rozprzestrzenia się poprzez długotrwały, intymny kontakt – a nie przez przypadkowe przenoszenie drogą powietrzną jak SARS-CoV-2.

WHO stoi przed niewdzięcznym zadaniem uspokajania obaw społecznych przy jednoczesnym zarządzaniu ogniskiem na statku przewożącym wiele narodowości – w tym obywateli Stanów Zjednoczonych, kraju, który nie uważa się już za część WHO. Tedros nie mógł się powstrzymać od delikatnego przytyku: „Wirusy nie dbają o naszą politykę i nie dbają o nasze granice”.

Tymczasem wybuchł spór polityczny między centralnym rządem Hiszpanii a władzami regionalnymi Wysp Kanaryjskich w sprawie zezwolenia statkowi na zacumowanie na Teneryfie. Prezydent archipelagu Fernando Clavijo wyraził obawy i zażądał spotkania z premierem Pedro Sánchezem. Minister zdrowia Hiszpanii Mónica García zapewniła, że MV Hondius pozostanie na kotwicy i nie zacumuje, a pasażerowie zostaną ocenieni na pokładzie i zejdą na ląd tylko w celu repatriacji w pełnym sprzęcie ochronnym. 14 obywateli Hiszpanii na pokładzie zostanie przewiezionych do szpitala wojskowego Gómez Ulla w Madrycie.

Eksperci WHO podkreślają, że ryzyko dla społeczeństwa pozostaje niskie, a na pokładzie nie ma obecnie żadnych dalszych objawowych przypadków – to dobry znak, biorąc pod uwagę okres inkubacji wirusa Andes wynoszący do sześciu tygodni. Regularna dezynfekcja i izolacja w kabinach są wdrożone, a wszyscy wysiadający pasażerowie muszą nosić maski medyczne. Dwóch pacjentów hospitalizowanych w Holandii jest w stanie stabilnym, a pacjent na OIOM-ie w RPA podobno wraca do zdrowia.

„To nie jest Covid; to nie jest grypa” – powtórzyła Van Kerkhove. „Rozprzestrzenia się bardzo, bardzo inaczej”.

Tedros dodał, że jest w stałym kontakcie z kapitanem statku, który donosi, że morale „znacznie się poprawiło” od czasu, gdy statek zaczął ponownie płynąć. Uważa się, że pierwotna para zaraziła się wirusem podczas wycieczki obserwacji ptaków przez Argentynę, Chile i Urugwaj – aktywności, która najwyraźniej obejmowała wizyty w miejscach, gdzie występował gatunek szczura znany z przenoszenia wirusa Andes. Bo nic tak nie mówi „relaksujące wakacje z obserwacją ptaków” jak dodatek choroby przenoszonej przez gryzonie.