Prezydent Trump nakłada cła na Amerykę w dziwacznej próbie ożywienia tradycyjnego przemysłu. Tymczasem prywatne inwestycje płyną do centrów danych, gdzie rodzi się gospodarka AI – bo nic tak nie mówi „Uczyńmy Amerykę znów wielką” jak magazyn pełen serwerów szumiących w Wirginii.

USA są niekwestionowanym epicentrum globalnego boomu inwestycyjnego w centra danych, wspierającego internet, chmurę obliczeniową i trenowanie coraz potężniejszych modeli AI. Wydatki na te cyfrowe fortece rosną wykładniczo, głównie napędzane przez hiperskalery takie jak Amazon, Microsoft, Google, Meta, Oracle i OpenAI. Same cztery pierwsze cyfrowe giganty wydały w zeszłym roku 425 miliardów dolarów na centra danych, a w tym roku spodziewane jest przekroczenie 600 miliardów. To dużo pieniędzy za budynki, które głównie stoją i liczą.

Gwałtowny wzrost inwestycji kapitałowych w centra danych i AI pomógł wynieść giełdę na nowe szczyty i na razie czyni Amerykę największą supermocarstwem obliczeniowym świata – samochodem prowadzącym w wyścigu z Chinami o opanowanie AI. Ponad 4000 centrów danych (prawie 40 procent światowej liczby) znajduje się tutaj, podczas gdy w Chinach tylko 368. Macie to, Pekinie.

Ale amerykańska gorączka złota cyfrowego napotyka narastający opór lokalny. W Wirginii, która ma największe zagęszczenie centrów danych w kraju (570), wyborcy mają wątpliwości. Trzy lata temu 69 procent twierdziło, że czuje się komfortowo z nowymi centrami danych w swojej okolicy. Od tego czasu liczba ta spadła do 35 procent, a 59 procent wyraża dyskomfort. Hrabstwo Prince William zablokowało plany kampusu o powierzchni 1700 akrów w pobliżu pola bitwy wojny secesyjnej w Manassas, który miał pomieścić dziesiątki centrów danych. Najwyraźniej centra danych są jeszcze mniej popularne niż rekonstrukcje bitwy nad Bull Run.

Maine niedawno stało się pierwszym stanem, który wstrzymał budowę dużych centrów danych do czasu zbadania potrzeb energetycznych. A senator Bernie Sanders (I-Vt.) i kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez (D-N.Y.) forsują w Waszyngtonie ustawę o ogólnokrajowym moratorium na budowę. Nic tak nie łączy ludzi jak groźba wyższych rachunków za prąd.

Opór wynika z trzech głównych źródeł. Po pierwsze i najpowszechniej – strach przed gwałtownie rosnącymi rachunkami za prąd. Centra danych mają żarłoczny apetyt na energię, wywierając presję na zakłady energetyczne, by produkowały więcej i modernizowały lokalne sieci. Mieszkańcy obawiają się, że przełoży się to na wyższe miesięczne rachunki, nawet gdy koszty energii już rosną szybciej niż inflacja. Centra zużywają też duże ilości wody do chłodzenia serwerów, co może oznaczać niedobory i wyższe rachunki za wodę – czyniąc je szczególnie kontrowersyjnymi na pustynnym Zachodzie.

Po drugie, większość Amerykanów twierdzi, że martwi się utratą pracy z powodu AI. Takie obawy mogą być przedwczesne, ale nie można ich lekceważyć. I choć początkowo witane z entuzjazmem za tworzenie miejsc pracy w budownictwie i generowanie znacznych wpływów z podatków od nieruchomości, centra danych to w zasadzie magazyny wypełnione serwerami – co najwyżej skromni kreatorzy miejsc pracy. Przeciętny obiekt może zatrudniać około 200 osób. To nie jest renesans produkcji, który obiecywał Trump.

Po trzecie, opór postępowców twardnieje. Aktywiści klimatyczni sprzeciwiają się budowie nowych gazociągów i elektrowni do zasilania centrów danych. Lewica populistyczna patrzy na to typowo mrocznym okiem, ostrzegając, że AI jeszcze bardziej wzbogaci „technologicznych oligarchów”, sprowadzając na pracujących Amerykanów apokalipsę zatrudnienia.

Na politycznych obrzeżach anty-AI ekstremiści, którzy przepowiadają „wyginięcie ludzkości”, uciekają się do przemocy. Federalne władze w zeszłym tygodniu oskarżyły podejrzanego o podpalenie domu dyrektora generalnego OpenAI Sama Altmana w San Francisco. Nastąpiło to po ostrzelaniu domu radnego miejskiego w Indianie, który głosował za zatwierdzeniem centrum danych. Bo nic tak nie mówi „zatrzymajcie maszyny” jak podpalenie.

Amerykańscy przywódcy polityczni powinni odrzucić bezmyślną debatę „tak lub nie” na temat centrów danych. Zamiast tego powinni wspierać lokalne wysiłki na rzecz wynegocjowania lepszych umów.