Meghan Cliffel jechała metrem w Nowym Jorku w grudniu 2015 roku, gdy nabrała przekonania, że całe miasto należy do kultu, który planuje zabić ją i jej dwie córki. Z powrotem w swoim manhattańskim mieszkaniu, głowy gadające w telewizji zwracały się bezpośrednio do niej, lodówka emitowała trujący gaz, a jej mąż również był częścią kultu. "Uderzam go w twarz, próbując dostać się do dzieci" – wspominała. "Potem ostatecznie próbuję dostać się na dach naszego budynku, bo wierzę, że jeśli tam wejdę i pokażę, że jestem gotowa skoczyć, to pokaże moją lojalność wobec kultu i mam nadzieję, że powstrzyma to całą tę sprawę."
Osiem miesięcy wcześniej Cliffel urodziła drugą córkę, początkowo ciesząc się urlopem macierzyńskim i "pewnością bycia mamą po raz drugi, kiedy nie martwisz się już tak o wszystkie drobiazgi". Ale kiedy wróciła do pracy, radząc sobie ze stresem pracującej mamy, powiedziała mężowi o narastającym lęku i smutku. "A on powiedział: 'Dobrze, jeśli nadal będziesz się tak czuć za dwa tygodnie, pójdziemy do kogoś'. To nigdy nie nastąpiło. Czas mijał, a my byliśmy zbyt zajęci."
Cliffel i jej mąż, jak większość Amerykanów, nie mieli głębokiego zrozumienia depresji poporodowej, zaburzenia nastroju dotykającego jedną na siedem kobiet po porodzie, które może powodować skrajny smutek. Nie mieli pojęcia o psychozie poporodowej, poważniejszym stanie psychiatrycznym dotykającym od jednej do dwóch kobiet na 1000 porodów, który może powodować halucynacje i paranoidalne urojenia. W skrajnych przypadkach stan ten może prowadzić do samobójstwa matki i dzieciobójstwa – jak pokazuje trwający proces Lindsay Clancy, 36-letniej kobiety z Massachusetts, która przyznała się do zabicia trójki swoich dzieci w 2023 roku.
Clancy jest oskarżona o trzy morderstwa, a jej zespół stosuje obronę przez niepoczytalność, argumentując, że morderstwa zostały popełnione, gdy była w szponach psychozy poporodowej. Clancy, która rzekomo skoczyła z okna na wysokości 20 stóp po morderstwach i została sparaliżowana od pasa w dół, pojawiła się w sądzie na wózku inwalidzkim.
Cliffel nie skoczyła z dachu swojego manhattańskiego budynku; jej mąż ostatecznie wezwał policję. Dwa miesiące później – po trudach z dostaniem się do psychiatry reprodukcyjnego – w końcu zdiagnozowano u niej psychozę poporodową, diagnozę, którą nazwała ogromną ulgą. Przeszła od poczucia, że "było ze mną coś bardzo nie tak" do zrozumienia, że po prostu była chora.
Teraz jako orędowniczka zdrowia psychicznego i pisarka, Cliffel jest zaniepokojona sensacyjnym, wszechobecnym przekazem medialnym i teoriami spiskowymi wirującymi wokół procesu Clancy, którego prawnicy muszą przekonać ławę przysięgłych, że to choroba, a nie ona, odebrała życie jej dzieciom. Psychozę Clancy, jak argumentowali jej prawnicy, pogłębiło leczenie w lokalnym szpitalu, gdzie przepisano jej niewłaściwą mieszankę ponad dwunastu leków psychiatrycznych.
"To rozdzierające serce, że media tak nieustępliwie skupiają się na tej historii w tym momencie, po tym jak przez ostatnie sto lat nie zagłębiały się i nie dbały o ten problem poza tym" – zauważyła Cliffel.
Transmitowany na żywo proces Clancy stał się pożywką dla amatorskich detektywów na TikToku i innych platformach, promując wiralowe teorie spiskowe, które – jak twierdzą eksperci – zagrażają wysiłkom na rzecz destygmatyzacji i podnoszenia świadomości na temat chorób poporodowych. Chociaż Clancy przyznała się do morderstw, maniacy prawdziwych zbrodni skupili się na konkretnej teorii: że były mąż Clancy, Patrick Clancy, faktycznie zamordował ich dzieci, wrabiając ją później. Ich filmy analizują rzekome niespójności w zeznaniach Patricka. To, że jego alibi wydaje się żelazne – nagrania z monitoringu i zapisy telefoniczne potwierdzają, że był w CVS podczas morderstw, odbierając leki swojej ówczesnej żony – mało ich obchodzi. Twierdzili między innymi, że mógł wynająć dublera, który poszedł do CVS.
"Czy to możliwe, że ona nigdy nie była..."