Mabel Lago i jej mąż Tom uczcili 50. rocznicę ślubu, budując dom na emeryturę w Karolinie Południowej. Zrobili go nieco większym niż to konieczne - specjalnie, aby zmieścić sypialnię dla swojego 39-letniego syna. Bo kiedy masz po siedemdziesiątce, a twoje dorosłe dziecko nadal z tobą mieszka, nie możesz po prostu się wyprowadzić bez wcześniejszego sprawdzenia.
„Nie mogliśmy go zostawić, bo nie stać go było na samodzielne życie” – powiedziała Mabel. Jej syn ciężko pracuje, zarządzając sklepem monopolowym, ale zarobki są niskie i brakuje benefitów. Ma też cukrzycę typu 1, a jego ubezpieczenie w ramach Affordable Care Act kosztowało prawie tysiąc dolarów miesięcznie. Więc przeprowadził się z nimi do Karoliny Południowej, gdzie jego plan jest tańszy – ale jeszcze nie znalazł pracy.
„Młodzi ludzie zostali naprawdę mocno poszkodowani, i to w wielkim stylu, przez gospodarkę, przez koszty życia” – powiedziała Lago. Nie jest odosobniona. Sondaże pokazują, że większość Amerykanów uważa, iż młodym dorosłym trudniej dziś osiągnąć niezależność finansową niż ich rodzicom. I ten pogląd znacznie się umocnił, gdy ceny mieszkań, żywności i energii poszybowały w górę, a inflacja pozostaje uparcie wysoka.
Te obawy pomagają wyjaśnić, dlaczego większość rodziców wspiera w jakiś sposób swoje dorosłe dzieci, często znacznie poza tradycyjnym wiekiem niezależności. Odsetek osób w wieku 25–34 lat mieszkających z rodzicami prawie się podwoił od 2005 roku do około 20%, według Urban Institute. Jedna z analiz wykazała, że jedna trzecia wszystkich osób poniżej 35. roku życia mieszka z powrotem u rodziców, tuż poniżej szczytu z czasów pandemii, mimo że większość z nich pracuje.
Lago i jej mąż zbudowali swój 1500-metrowy dom na emeryturę w Karolinie Południowej z dodatkową sypialnią dla syna. Podarowali też część swojej ziemi starszemu synowi, 43-letniemu, który ma dobrze płatną pracę, ale nie mógł kupić domu za jedną pensję. Właśnie zbudował dom obok, za pieniądze, które rodzice dali mu z ich spadku.
Lago chętnie pomaga, ale ona i jej mąż muszą uważać na wydatki. W tym roku, gdy ceny benzyny i żywności wzrosły, ograniczyli jazdę samochodem i przestali jeść wołowinę. Teraz myślą nie tylko o własnych finansach, ale także o finansach synów.
„Czy planowaliśmy to, gdy mieliśmy dzieci 40 lat temu? Nie” – powiedziała. „Czy planujemy to teraz? Tak, musimy”.
Niektórzy rodzice zawsze pomagali dzieciom – na przykład dokładając się do pierwszego mieszkania. Jednak w ostatnich dziesięcioleciach, gdy rodziny stały się mniejsze, a ludzie później zawierają małżeństwa, badacze zauważyli, że więcej rodziców pomaga i to w większych kwotach.
„Młodzi dorośli wchodzą w dorosłość w innej rzeczywistości ekonomicznej niż ich rodzice” – powiedziała Rachel Minkin, badaczka w Pew Research Center. Tegoroczne badanie Pew wykazało, że rosnąca większość Amerykanów twierdzi, iż młodym ludziom trudniej jest dziś znaleźć pracę, opłacić studia, kupić dom i oszczędzać na przyszłość. W nowym pytaniu ankietowym 80% zgodziło się, że „młodym dorosłym trudniej jest pokryć podstawowe wydatki” – powiedziała Minkin.
Analiza Pew z 2024 roku wykazała, że młodzi dorośli częściej mają długi studenckie niż trzy dekady temu. I chociaż odsetek osób z kredytem hipotecznym był podobny, mediana kwoty tego długu skorygowana o inflację była większa.
Ta zmieniająca się rzeczywistość ekonomiczna napędza wzrost liczby dorosłych dzieci mieszkających z rodzicami. Badanie AARP z zeszłego roku wykazało, że 75% rodziców na wszystkich poziomach dochodów pomaga w jakiś sposób dorosłym dzieciom – od opłacania telefonu i Wi-Fi, przez pomoc w transporcie i czynszu, po dawanie gotówki. Średnio wynosi to 7000 dolarów rocznie.
„Uderzające jest to, że wiele osób w naszym badaniu faktycznie mieszkało samodzielnie przez jakiś czas, a potem wróciło do rodziców, głównie z powodu presji finansowej” – powiedział Richard Johnson, kierujący zespołem ds. bezpieczeństwa finansowego w AARP.
Większość pomaga, bo chce, a nie dlatego, że dzieci potrzebują, według badania. Ale wiele rodzin o niższych dochodach przyznało, że pomaga, nawet jeśli szkodzi to ich własnym finansom.
„Kiedy ludzie muszą przekierować te skromne środki” – dokończył Johnson, „to naprawdę może odbić się na ich własnym bezpieczeństwie emerytalnym”.
Dla rodziców takich jak Lago, którzy są na progu emerytury, wsparcie dorosłych dzieci może oznaczać opóźnienie przejścia na emeryturę lub zmianę planów. Ale wielu rodziców mówi, że to cena, którą są gotowi zapłacić, aby pomóc swoim dzieciom w trudnych czasach.
„To nie jest tak, że chcą być ciężarem” – powiedziała Lago. „Po prostu system ich zawiódł. I jako rodzice, robimy, co możemy, aby ich wesprzeć”.