Szkocka policja wystosowała apel do społeczeństwa: błagam, na miłość boską, sprawdzajcie te viralowe posty na Facebooku, zanim chwycicie za widły i ruszycie pod czyjś dom. Ostrzeżenie pojawia się po tym, jak w tym tygodniu tłumy zebrały się przed dwoma domami w Glasgow, w jednym przypadku z powodu pomylenia osoby.

Policja Szkocja odnotowała, że kilka nocy zamieszek w największym mieście kraju zostało „wyraźnie zorganizowanych przez osoby spoza Glasgow” – bo nic tak nie mówi o lokalnym aktywizmie jak przyjezdni awanturnicy. Dodali, że na weekend zaplanowano kolejny protest oparty na całkowicie fałszywych informacjach, bo najwyraźniej nie wyciągnęliśmy wniosków.

Duże zgromadzenia w dzielnicach Glasgow – Cranhill we wtorek i Castlemilk w czwartek – były następstwem spekulacji w sieci, że w tych rejonach mieszkają mężczyźni oskarżeni o poważne przestępstwa. Pierwsze zamieszki wynikły z tego, że samozwańczy strażnicy odkryli, iż mężczyzna oskarżony o napaść w związku z rzekomym gwałtem dokonanym przez innego mężczyznę w centrum Glasgow w maju, niedawno przeprowadził się do Cranhill. Drugi przypadek to pomyłka – celowano w osobę, której tak naprawdę nie postawiono żadnych zarzutów. Ups.

W zeszłym tygodniu podobne zamieszki miały miejsce w Royston w Glasgow w reakcji na rzekomą napaść seksualną. W każdym przypadku nikt nie został uznany winnym ataków, które wywołały protesty – ale hej, po co komu należyta procedura, skoro ma się grupę na WhatsAppie?

Pięciu policjantów zostało rannych podczas trzech protestów, a dwóch mężczyzn aresztowano za ataki na policję. Zastępca głównego konstabla Alan Waddell powiedział BBC Radio Scotland, że protest jest „częścią szkockiej tkanki”, ale dezinformacja jest rozpowszechniana w sieci przez złych aktorów, często spoza Glasgow, którzy „wykorzystują obawy społeczności dotyczące rzekomych przestępców seksualnych … pochodzenia etnicznego”.

Waddell zwrócił uwagę na protest planowany na weekend przed domem opieki w Glasgow z powodu nieprawdziwych plotek, że zostanie on zamknięty i przekształcony w ośrodek dla azylantów. „Mówiłem o proteście, który przerodził się w zamieszki kilka tygodni temu i jasno stwierdziłem, że ludzie byli atakowani w Glasgow z powodu koloru skóry” – powiedział Waddell. „Część z tego, co teraz widzimy, wydaje się być wzmocnieniem i rozbudowaniem tego. Musimy to piętnować i kwestionować”.

Dodał: „Społeczeństwo w Szkocji wie, jak protestować – zgodnie z prawem i pokojowo. Ale jeśli ktoś kusi was, by pójść na protest wygenerowany w sieci, z wyraźnym celem zakłócenia porządku i wywołania przemocy – nie idźcie. Albo sprawdźcie, kto opublikował te informacje, jakie są inne źródła, bo ostatecznie będziecie rozliczani za swoje czyny. Jeśli złamiecie prawo, spodziewajcie się, że zostaniecie złapani i ukarani”.

David Kennedy ze Szkockiej Federacji Policyjnej nazwał te sceny „haniebnymi”, zauważając, że dla niektórych „chodzi o przemoc, a nie o protest”. Powiedział, że ludzie w Szkocji są „manipulowani” przez wpływy z zewnątrz, a przestępstwa z nienawiści i zamieszki nie są legalną formą protestu. Kennedy dodał, że zamieszki są „przerażające” dla funkcjonariuszy, którzy byli fizycznie atakowani i obrzucani przedmiotami. „Stawić czoła takiemu poziomowi przemocy – to nie jest coś, co widujemy w Szkocji”. No, przynajmniej do teraz.