W historii łączącej dzielnego ducha społeczności z trzeźwiącą dawką rzeczywistości, młody humbak wyrzucił się na brzeg w pobliżu Yachats w Oregonie w listopadzie, wywołując chaotyczną, całonocną akcję ratunkową mieszkańców, którzy najwyraźniej nie dostali notatki, że wieloryby są bardzo duże, a ratowanie ich jest bardzo trudne.
Wieloryb, zaplątany w sprzęt krabowy, został zauważony, jak miotał się na przybrzeżnych wodach, zanim wyrzucił go na brzeg. Jeden bohaterski mieszkaniec faktycznie dopłynął do niego i przeciął liny, ale wieloryb, być może przytłoczony wdzięcznością, nie odpłynął. Gdy zapadł zmrok, a eksperci z Oregon Marine Mammal Stranding Network postanowili poczekać do rana, mieszkanka Amy Parker wrzuciła na Facebooka ziarniste zdjęcia i apel, który stał się wiralem. „Żyje, woła” – napisała, niechcący przywołując na plażę małą armię dobrze myślących cywilów.
Rob Heater, 62-letni emerytowany wykonawca z długimi siwymi włosami do pasa, zamknął swój escape room, załadował owczarka niemieckiego i przejechał 20 mil, by dołączyć do starcia. Przez godziny on i około sześciu innych pchali 26-stopowego, 80-tysięcznego funta wieloryba w wodzie sięgającej pasa, niepewni, czy poruszają zwierzę, czy tylko siebie. Utworzono ludzki łańcuch, by utrzymać wieloryba wilgotnym. Ktoś rozpalił ognisko. Inna osoba pilnowała kosztowności. Jedna kobieta siedziała cicho obok, interpretując wokalizacje wieloryba jako mruczenie „dziękuję”. To był, jak wszyscy mówili, bardzo oregoński widok.
Kiedy następnego ranka pojawili się prawdziwi eksperci, natychmiast ustawili obwód z pachołków i taśmy, co mieszkańcy uznali za mniej więcej tak pomocne jak dziura oddechowa pełna piasku. Jim Rice, kierownik programu sieciowego, utknął w Berkeley i mógł tylko patrzeć z przerażeniem, jak cywile próbują ponownie spławić stworzenie wielkości kampera między dwoma przypływami królewskimi. „Dobrze myślący ludzie nie mieli praktycznie żadnych szans” – zauważył później, co jest naukowym żargonem oznaczającym „proszę, nie róbcie tego”.
Certyfikowany ratownik, John Calambokidis, w końcu przybył z systemem bloczków, tylko po to, by jego liny zniknęły, kotwice zostały przykryte przez przypływ, a mechanizm zwalniający się zepsuł. Lina również się zerwała. Po dwóch dniach na lądzie, narządy wewnętrzne wieloryba zostały prawdopodobnie zmiażdżone przez własny tłuszcz, co czyniło eutanazję jedyną opcją. W internecie reakcja stała się przewidywalnie paskudna, a jeden użytkownik Facebooka obiecał „wytrzeć sobie tyłek twoim dyplomem”.
W gorzko-słodkiej kodzie, Skonfederowane Plemiona Indian Siletz odprawiły ceremonię modlitewną, pozyskując mięso, tłuszcz i kości wieloryba – pierwsze takie pozyskanie od pokolenia – a następnie członek plemienia wyrzeźbił kawałek serca wieloryba w wisiorek dla Heathera. Więc przynajmniej wieloryb nie został wysadzony dynamitem, co, jak przypomną sobie mieszkańcy Oregonu, zrobili z poprzednim.