Andy Donaldson, brytyjsko-australijski ultramaratończyk pływacki, uznał, że miły relaksujący plusk w rzece Ord w odległej Zachodniej Australii będzie idealnym sposobem na spędzenie 11 godzin i 51 minut. Nieważne, że rzeka jest domem dla 5500 słodkowodnych krokodyli – mniej więcej jeden na każde 10 metrów jego 55-kilometrowego wyzwania Dam to Dam Challenge od jeziora Argyle do Kununurry.

Dla nastroju, na rampie startowej czekał 2,5-metrowy krokodyl słodkowodny, jakby mówił: „Na pewno, stary?”. Na szczęście dla Donaldsona, słodkowodne krokodyle to nieśmiałe, introwertyczne kuzynki słonowodnych – największych gadów świata – i generalnie wolą nie podjadać ludzi. Mimo to pływak przyznał, że „było trochę nerwowo” na otwartej wodzie z dziką przyrodą, w tym orłami, rybołowami, żółwiami i „wielkimi sumami” (bo kto nie boi się wielkiego suma?).

Zespół Donaldsona odrobił pracę domową i nigdy nie czuł się zagrożony. „Strach jest milę szeroki i cal głęboki” – filozofował, dodając, że jeśli coś wyglądałoby groźnie, „pociągnęliby za sznurek”, bo chcieli dzielić się pozytywnymi przesłaniami, a nie negatywnością i strachem. Czyli mieli solidny plan awaryjny zakładający niezjedzenie.

Ukończył pływanie w rekordowym czasie 11 godzin i 51 minut, bijąc czas Simony Blaser z 2024 roku wynoszący 16 godzin i 13 minut – która, nawiasem mówiąc, była częścią jego ekipy wsparcia. Bo nic tak nie wspiera jak osoba, której rekord bijesz, podająca ci butelkę wody.

Donaldson opisał pływanie jako „magiczne”, chwaląc starożytne wąwozy, czerwone klify i spektakularny wschód słońca. Pływał na Hawajach, w Grecji i Chorwacji, ale uznał to za najlepsze pływanie w życiu. „To najpiękniejsze miejsce do pływania, jakie kiedykolwiek doświadczyłem” – powiedział, prawdopodobnie ignorując 5500 gadów z zębami.

Warunki nie były usłane słońcem i krokodylami: słońce Kimberley osiągnęło 34°C, łodzie wsparcia musiały zapewniać cień, a brak soli w słodkiej wodzie zmniejszył wyporność, powodując, że nogi ciągnęły się jak kotwice. Nieoczekiwany wiatr czołowy i odcinek „martwej wody” bez prądu dodały uroku. Ale z zespołem wsparcia, w skład którego wchodzili skipper, kajakarz i trener, dotarł na Swim Beach o 17:29, gdzie lokalni pływacy dołączyli do niego na ostatnie 200 metrów.

„Te wyzwania nigdy nie są osiągane samotnie” – powiedział Donaldson, zauważając, że energia zespołu podnosiła go, gdy słabł. „Te maratony są podobne do maratonów życia, gdzie jeśli chcesz coś osiągnąć, możesz zajść znacznie dalej, gdy masz wokół siebie wspaniałych ludzi”. I najlepiej niezbyt wiele krokodyli.