Co roku Met Gala – wystawna celebracja Instytutu Kostiumów Metropolitan Museum of Art – ogłasza temat z dress codem, który sławni goście próbują interpretować. I co roku wielu z nich oblewa zadanie: przychodzą w powierzchownej wersji „punka” lub niezręcznej interpretacji „dandyzmu”, jeśli w ogóle nie zbaczają z kursu. (Patrz: różne wątpliwe próby uchwycenia tematu z 2019 roku, „camp”). To uczta, gdy ktoś robi to dobrze.
Ktoś taki jak aktorka Tessa Thompson na tegorocznym wydarzeniu. Temat wystawy 2026, „Sztuka Kostiumu”, rozważał, jak moda i sztuka piękna się przenikają; dress code gali brzmiał „moda jest sztuką”. Suknia Thompson od Valentino, inspirowana francuskim malarzem Yvesem Kleinem, nie mogła być bardziej trafna. Klein znany był z eksplorowania określonego odcienia ultramaryny, dziś znanego jako International Klein Blue; w jednym projekcie zanurzał modelki w niebieskiej farbie i używał ich jako ludzkich pędzli. Suknia Thompson w tym odcieniu zawierała rzeźbiarskie wycięcia (moda) i przywoływała kształt plamy farby (sztuka piękna). Nawet pokryła palce niebieskim makijażem, nawiązując do metody Kleina w najdrobniejszych szczegółach.
Jeśli jednak wczoraj wieczorem włączyliście oficjalny livestream z czerwonego dywanu Met Gali, nie dowiedzielibyście się niczego z tego. Ba, nie dowiedzielibyście się wiele. Być może nie dziwi, że światła reflektorów skupiły się głównie na spektaklu. Jeden po drugim wystrojeni goście paradowali przed ekranem; od czasu do ktoś ich zatrzymywał na wywiad pełen ciekawostek. Czy wiedzieliście, że Amanda Seyfried ma osła, którego mleka nie pije, bo osioł jest samcem? Albo że Hailey Bieber uwielbia słuchać Rihanny, gdy się szykuje?
Płytkie pogaduszki to lingua franca wywiadów na czerwonym dywanie – ale Met Gala to rzadkie miejsce, gdzie pytanie „Kto cię ubrał?” może przynieść treść wykraczającą poza nazwisko, i to bardziej niż w ostatnich latach. Wystawa Instytutu Kostiumów, którą wczoraj uświetniono, zawiera dziewięć nowych manekinów modelujących typy sylwetek rzadko uwzględniane w przemyśle modowym, w tym osoby na wózkach, w ciąży lub z brakującymi kończynami. „Moda jest sztuką” miało zachęcić gości do myślenia o tym, jak każde ludzkie ciało jest płótnem i jak tworzenie ubrania – precyzja w doborze tkanin, kształtów i kolorów – wymaga tej samej artyzmu, co dzieła malarzy i rzeźbiarzy w muzeum. W przemówieniu przed rozpoczęciem wieczoru Anna Wintour, dyrektorka redakcyjna Vogue i współprzewodnicząca Met Gali, której przypisuje się przekształcenie wydarzenia w elitarną paradę, podkreśliła, że wieczór był okazją do pokazania pracy włożonej w modę – pracy, która, jak powiedziała, obejmuje wysiłki fryzjerów, kierowców i cateringowców, którzy umożliwiają Met Galę. Gdy wyszła na dywan, Wintour zauważyła, że livestream zachęca też turystów do odwiedzenia Met osobiście.
Jednak to, co Met wystawia na pokaz dla takich gości, wydawało się wczoraj nieistotne. Kilka gwiazd, jak Lena Dunham i Gwendoline Christie, wspomniało o dziełach i artystach, do których nawiązywały, odpowiednio Judith zabijająca Holofernes Artemisii Gentileschi i John Singer Sargent. Kilka razy na ekranie pojawił się obraz koncepcyjnego szkicu lub cytowanej inspiracji. Ale głównie na każdą minutę wywiadu poświęconą myśleniu stojącemu za strojem przypadała minuta pustej paplaniny. Projektant Michael Kors, który uszył suknię Anne Hathaway, właśnie skończył opisywać ją jako hołd dla greckich urn w Met, gdy rozmowa zeszła na harmonogram snu Hathaway.
Powierzchowność, być może nieumyślnie, uwypukliła szum wokół tegorocznej Met Gali – szczególnie