W zwrocie akcji, który nie przynosi korzyści nikomu, malaria – starożytna choroba, którą USA od 2005 roku grzecznie próbują wyprowadzić za drzwi – powraca. Prezydencka Inicjatywa Przeciwko Malarii, uruchomiona w 2005 roku, była jednym z najskuteczniejszych rządowych programów zagranicznych, zmniejszając wskaźniki śmiertelności z powodu malarii w objętych wsparciem krajach o prawie połowę. Współpracując z partnerami takimi jak Globalny Fundusz na rzecz Walki z AIDS, Gruźlicą i Malarią, zapobiegła ponad 2 miliardom przypadków malarii i uratowała 14 milionów istnień, głównie dzieci. To wyraźny dowód amerykańskiego przywództwa i miły zastrzyk dla reputacji USA jako wiarygodnego partnera w globalnym bezpieczeństwie zdrowotnym.

Ale tu jest haczyk: postęp zwalnia, ponieważ choroba ewoluuje. Komary przystosowują się do naszych dziesięcioleci narzędzi, a leki i insektycydy, które kiedyś działały, tracą skuteczność. Malaria jest teraz głównym zabójcą dzieci w wielu afrykańskich krajach. Autorzy argumentują, że odnowiony nacisk na walkę z malarią powinien być centralnym punktem strategii „America First Global Health Strategy” administracji Trumpa – ponieważ gdy choroby zakaźne wracają z impetem, nie pozostają „tam”. Zagrażają one amerykańskiemu bezpieczeństwu ekonomicznemu i narodowemu.

Strategia obiecuje zdyscyplinowane podejście do pomocy zdrowotnej za granicą, priorytetyzując obszary, w których USA mają wyraźną przewagę, szczególnie poprzez amerykańskie innowacje. Malaria dobrze pasuje do tej wizji. Przełomowe technologie opracowane i wyprodukowane w USA mogą znacznie zmniejszyć transmisję, jeśli zostaną wdrożone na dużą skalę. Nowe repelenty przestrzenne od SC Johnson mogą chronić rodziny bez konieczności ciągłego stosowania. Szybkie testy diagnostyczne umożliwiają wcześniejsze leczenie, a zaawansowane metody kontroli wektorów i nowe leki mają na celu wyprzedzenie oporności. Szczepionki przeciw malarii wprowadzone przez globalne partnerstwa szczepionkowe mogą zmniejszyć ciężką chorobę i śmiertelność dzieci w połączeniu z moskitierami i leczeniem profilaktycznym.

Żadne z tych rozwiązań nie jest srebrną kulą, ale razem dają realną szansę na wyeliminowanie malarii. I nie chodzi tylko o robienie tego, co słuszne – chodzi o robienie tego, co mądre. Zdrowsze kraje są bardziej stabilne, lepszymi partnerami handlowymi i mniej skłonne do generowania niestabilności prowadzącej do konfliktów lub migrantów pojawiających się na granicy USA. Dla amerykańskiego wojska stawka jest jeszcze wyraźniejsza: w tropikalnych środowiskach malaria historycznie wyłączała więcej amerykańskich żołnierzy niż sama walka. Dlatego Walter Reed Army Institute of Research od dziesięcioleci inwestuje w profilaktykę i leczenie. Walka z malarią to nie działalność charytatywna; to ochrona naszych mężczyzn i kobiet w mundurach.

Jest powód, dla którego programy przeciw malarii cieszą się poparciem obu partii: działają i leżą w bezpośrednim interesie Ameryki. Jednym z praktycznych kroków jest przywrócenie jasnej odpowiedzialności poprzez przeniesienie uprawnień amerykańskiego Globalnego Koordynatora ds. Malarii na lidera w Departamencie Stanu, dając starszemu urzędnikowi realną władzę nad budżetem i strategią. Jeśli teraz stracimy z oczu cel, malaria wróci silniejsza, kosztując więcej pieniędzy w przyszłości i oddając pole przeciwnikom takim jak Chiny. Jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek zakończenia malarii na dobre – to nie stało się przypadkiem. Stało się, ponieważ USA pozostały zaangażowane i domagały się rezultatów. Dokończenie dzieła wymaga dyscypliny, wspierania tego, co działa, i inwestowania w amerykańską innowacyjność. Jeśli to zrobimy, to jest walka, którą wygramy.