W ruchu, który nie zaskoczy absolutnie nikogo, kto kiedykolwiek zastanawiał się, dlaczego korytarze władzy pachną drogią wodą po goleniu i desperacją, australijski Parlament w końcu zabiera się za ujawnianie lobbystów, którzy przemierzają jego korytarze z pewnością siebie niesłusznie przypisywaną technologicznym przedsiębiorcom na szczycie klimatycznym. Od teraz polityczni najemnicy z nieograniczonym dostępem – oraz posłowie, którzy sponsorują ich złote przepustki – będą publicznie wymienieni w internetowym rejestrze. Tak, drodzy państwo, przejrzystość wkracza do systemu przepustek i jest ona tak spóźniona, jak publiczne przeprosiny pewnego byłego premiera.
Nowe zasady, opisane w liście do federalnych parlamentarzystów w czwartek i widzianym przez Guardian Australia, wymagają, aby dwóch posłów podpisało się za lobbystę, aby ten otrzymał przepustkę, przy czym główny sponsor bierze odpowiedzialność za zachowanie swojego podopiecznego. Będą też opłaty za przepustki lobbystyczne i komercyjne, bo nic tak nie mówi „traktujemy to poważnie” jak symboliczna opłata, która w ciągu godziny zostanie odliczona przez czyjąś korporację.
Wcześniej opinia publiczna nie miała pojęcia, kto sponsorował przepustkę lobbysty ani ile przepustek poseł rozdał jak cukierki na paradzie. Od połowy 2024 roku było ponad 2050 sponsorowanych przepustek do Parlamentu, chociaż dokładna liczba posiadanych przez płatnych lobbystów pozostaje tajemnicą – tajemnicą, która do tej pory była najwyraźniej bardziej chroniona niż przepis na Coca-Colę.
Przegląd, przeprowadzony przez przewodniczącego Izby Miltona Dicka i przewodniczącą Senatu Sue Lines, był spowodowany marcowym listem od premiera sugerującym większą „przejrzystość i rygoryzm” – frazą, która w politycznym żargonie oznacza „robimy coś, więc przestańcie pytać”. W swoim liście Dick i Lines wyrazili zaangażowanie w „utrzymanie demokratycznej otwartości Parlamentu”, co jest trochę jak mówienie, że jesteś zaangażowany w demokratyczną otwartość klubu VIP.
W nowym systemie polityczni lobbyści zachowają swoje pomarańczowe przepustki, podczas gdy przedstawiciele handlowi i grupy rzecznicze/społeczne otrzymają jasnoniebieskie przepustki. Internetowy rejestr będzie zawierał nazwy organizacji i sponsorujących posłów, ale w przypadku przepustek nie-lobbystycznych nie będzie zawierał nazwisk poszczególnych posiadaczy przepustek – bo po co pozwalać opinii publicznej wiedzieć, kto dokładnie szepcze do czyjego ucha, skoro można po prostu wskazać na grupę i powiedzieć „oni są tacy sami”?
Przepustki dla byłych parlamentarzystów z legislatur stanowych i terytorialnych będą teraz ograniczone do byłych premierów, ministrów i ministrów – bo najwyraźniej bycie byłym posłem z małej partii nie jest wystarczającym atutem, aby błąkać się bez nadzoru.
Posiadacze pomarańczowych przepustek mają obecnie dostęp bez eskorty do stref niepublicznych, co oznacza, że mogą swobodnie krążyć po korytarzach biur poselskich, prawdopodobnie po to, aby dostarczać „przyjazne przypomnienia” o datkach na kampanię. Zgodnie z nowymi zasadami posiadacze sponsorowanych przepustek stracą dostęp w weekendy i przywilej przebywania w budynku między 23:00 a 5:00 – bo to wtedy, najwyraźniej, dzieje się prawdziwa praca, a im nie można ufać. Wprowadzane są również sankcje za nieprzestrzeganie zasad, chociaż szczegóły pozostają równie niejasne jak obietnice polityków.
Zmiany te następują po kampanii niezależnych, w tym senatora ACT Davida Pococka, który w zeszłym roku stworzył własny publiczny rejestr. Pocock nazwał czwartkową reformę „ogromnym zwycięstwem” dla orędowników reformy lobbingu, dodając, że „publikowanie większej ilości informacji o tym, kto ma uprzywilejowany dostęp do parlamentu i kto go przyznał, to ogromne zwycięstwo dla społeczności i niezależnych w kwestii reformy lobbingu”. Zauważył również, że nadal potrzebne jest dostosowanie zasad dotyczących lobbystów wewnętrznych i zewnętrznych, a także systemów publikowania dzienników ministrów lub ujawniania spotkań z lobbystami – bo oczywiście jest jeszcze więcej do zrobienia.
Senator Zielonych Steph Hodgins-May przywitała ten ruch jako krok w kierunku przejrzystości, jakiej oczekują ludzie, ale złowieszczo dodała: „Ale korytarze parlamentu to nie jedyne miejsce, gdzie korporacyjne przejęcie...