Starożytni Egipcjanie opanowali sztukę zamieniania pustyni w spichlerz, żywiąc Cesarstwo Rzymskie siłą corocznych wylewów Nilu. Przenieśmy się kilka tysiącleci do przodu, a ich rolniczy potomkowie mierzą się z mniej przyjaznym klimatem: wody jest coraz mniej, a słońce z pomocnego stało się po prostu... przytłaczające. Więc naturalnie znów improwizują, tym razem za pomocą sztuczki zwanej agrowoltaiką – rozkładają panele słoneczne nad polami, aby generować prąd, zacieniać uprawy i chronić glebę przed zamienieniem się w kurzawę.

Dwa projekty pilotażowe w Egipcie, wspierane przez różnych fundatorów i partnerów, testują ten pomysł zarówno na małych farmach, jak i na większą skalę. „Nie ma idealnych wytycznych, jak to osiągnąć, więc wyobrażam sobie, że wiele podobnych projektów będzie próbować różnych rozwiązań” – powiedział Gofran Chowdhury, szef działu innowacji w firmie energetycznej 3E, jeden z partnerów. Bo po co mieć podręcznik, skoro można improwizować? Naukowcy na całym świecie odkrywają, że rośliny lubiące cień faktycznie dobrze rosną pod panelami słonecznymi, co jest świetną wiadomością dla upraw, które nie zapisały się na całodniowe opalanie. Egipskie projekty eksperymentują z układem paneli w szachownicę – nie tak wydajnym dla elektryczności jak zwarta farma słoneczna, ale przepuszcza więcej światła do roślin, co wydaje się uczciwe.

Tymczasem cień ogranicza utratę wody z gleby. W Nevadzie naukowcy odkryli, że ta hydrologiczna ochrona pomaga rzadkiej pustynnej roślinie. W Kolorado dachowa agrowoltaika zużywa o jedną trzecią mniej wody niż rośliny niezacienione – a do tego chroni je przed wiatrem i bezlitosnym słońcem. Próbują nawet przezroczystych paneli słonecznych, dla kombinacji „światło przechodzi, prąd płynie”. Każda uprawa ma swoje dziwactwa, więc Egipcjanie stawiają na lokalne rośliny. Wstępne wyniki są obiecujące: ogórki na tych dachach w Kolorado dorastają do rozmiarów kija baseballowego. Nikt jednak nie zmusza egipskich rolników do uprawy ogórków. Zostaną przy tym, co znają. „Chcemy się dostosować i zobaczyć, co robi społeczność” – powiedział Chowdhury – „i sprawdzić, czy możemy wesprzeć ich w tej adaptacji”. W międzyczasie zbierane są dane o roślinach i panelach, aby informować przyszłe wdrożenia agrowoltaiki.

Maged El-Said, założyciel Habiba Community, która prowadzi regeneracyjną farmę na południowym Synaju, mówi, że jest zbyt wcześnie, aby stwierdzić, które uprawy będą się dobrze prezentować pod panelami zainstalowanymi w maju. Ale arbuz już jest faworytem. „Szczerze, po raz pierwszy rośnie dobrze” – powiedział El-Said. Społeczność zmaga się również z poważniejszymi pytaniami: czy farmy powinny iść w agrowoltaikę solo, czy we współpracy? Kto dostaje czystą energię? Na razie zasila ona nawadnianie, ale mogłaby też napędzać odsalanie, aby oczyścić słonawą wodę – samowzmacniający się cykl, który mógłby uczynić więcej miejsc nadających się pod uprawę. Krótko mówiąc, panele słoneczne zamieniają rolnictwo w bardziej odporny biznes, gdy temperatury rosną.

Agrowoltaika zgrabnie omija klasyczny konflikt o użytkowanie ziemi: jedzenie czy energia? Czemu nie jedno i drugie? „Mam rozwiązanie, że mogę mieć oba” – powiedział El-Said. „No właśnie, czemu nie?” Rzeczywiście. Bo gdy starożytni Egipcjanie budowali piramidy, nie wybierali między grobowcami a świątyniami – stawiali na wielką skalę. Więc czemu dzisiejsi rolnicy mieliby wybierać między cieniem a słońcem?