Finał Conference League nadszedł, a po raz pierwszy w swojej historii Crystal Palace i Rayo Vallecano walczą o poważne europejskie trofeum. To taka bajka, która przywraca wiarę w piłkę nożną – a przynajmniej wiarę w to, że ósma drużyna Hiszpanii i piętnasta drużyna Anglii zasługują na szansę na kontynentalną chwałę.

Jak ujął to jeden z fanów z południowej Patagonii, ciastka zostały upieczone. Stawka jest wysoka: zwycięzca otrzymuje automatyczne miejsce w przyszłorocznej Lidze Europy, nagrodę, która normalnie byłaby dla tych klubów tak odległa jak kompetentna decyzja VAR. Palace, jak pamiętacie, zostało wyrzucone z Ligi Europy i zdegradowane do tych rozgrywek z powodu zasad dotyczących wieloklubowej własności. Błogosławieństwo w nieszczęściu, mówili. Zobaczymy.

Adam Wharton, pomimo późnego sezonowego strachu związanego z kostką przeciwko Arsenalowi, jest wystarczająco sprawny, by zacząć. Chris Richards, uznany za 'niepewnego', jest tylko na ławce. Pierwsza połowa była jednak mało elektryzująca. Najlepsza okazja przypadła Tyrickowi Mitchellowi, który główkował obok z bliskiej odległości tuż przed przerwą. Sędzia, Maurizio Mariani, miał pełne ręce roboty, odgwizdując faule i generalnie zapewniając, że mecz ma tyle płynności, co zakrzepły budyń. Nagły wypadek medyczny na trybunach spowodował opóźnienie, a zawodnicy Rayo Vallecano początkowo odmówili wznowienia gry. Klasa. Albo po prostu przyzwoitość.

Mimo to, cała druga połowa przed nami. Jak zauważył jeden z fanów: „Jesteśmy jak dzieci obdarowane zabawką: nie możemy się doczekać, by ją otworzyć, bawić się, cieszyć nią.” Miejmy nadzieję, że zabawka będzie miała dołączone baterie.