Opisywanie Erywania, uroczego miasta o liberalnych wartościach zamkniętych w imponującej sowieckiej architekturze, jako centrum świata to przesada, ale twierdzenie Armenii, że może stać się strategicznym skrzyżowaniem Eurazji, staje się coraz mniej fantastyczne. Gdy była republika radziecka idzie 7 czerwca do wyborów krajowych, znajduje się w pięciostronnym przeciąganiu liny między Rosją, USA, Turcją, Europą i Azerbejdżanem.

Zainteresowanie częściowo wywołała możliwość zakończenia konfliktu Armenii z sąsiednim Azerbejdżanem – i szansa, jaką to stanowi dla Armenii na zakończenie fizycznej izolacji i stania się częścią środkowego korytarza, kluczowego szlaku handlowego łączącego zachodnie Chiny z Europą, omijającego zarówno północny korytarz Rosji, jak i Kanał Sueski.

Otwarcie granic z Turcją i Azerbejdżanem może przekształcić nie tylko Armenię, ale cały Kaukaz Południowy – twierdzi premier Armenii Nikol Paszynian. Gdy te granice zostaną otwarte i zapewniony pokój, powiedział, będzie to tak, jakby zmieniło się samo położenie geograficzne Armenii. Najkrótsza trasa między wschodem a zachodem prowadzi przez Armenię – stwierdził.

Ararat Mirzojan, minister spraw zagranicznych, powiedział, że celem rządu jest przekształcenie geografii Armenii w strategiczny atut. „Wyzwaniem po dekadach jest to, jak stać się mostem, a nie przeszkodą. Więc to właśnie staramy się teraz zrobić w Armenii. Jakoś zrozumieliśmy, że możemy połączyć Europę z Azją Środkową, Dalekim Wschodem, Indiami, Chinami, a to z kolei może być nie tylko sposobem na ocalenie naszego istnienia, naszej suwerenności, ale także zagwarantowanie naszej dalszej pokojowej pomyślności”.

Tak zwana Trasa Trumpa dla Międzynarodowego Pokoju i Dobrobytu (Tripp) łącząca Europę i Azję, zbudowana na terytorium Armenii w ramach porozumienia pokojowego z Baku, byłaby tylko jednym z elementów tej nowej układanki połączeń.

Ta geopolityczna wizja – sedno tego, co Paszynian oferuje na swoją trzecią kadencję – częściowo dotyczy także przyszłej tożsamości Armenii. Zamienia wybory w decyzję, czy poprzeć wezwanie Paszyniana do wspierania tak zwanej Prawdziwej Armenii, w przeciwieństwie do historycznej Armenii obsesyjnie skupionej na utraconych ziemiach i historycznych żalach.

Doktryna Prawdziwej Armenii wymaga bolesnego pokoju z sąsiednim Azerbejdżanem i odwrócenia się od Rosji w stronę UE – co partia Paszyniana Umowa Obywatelska opisuje jako „bardziej zdywersyfikowaną politykę zagraniczną”. Ale wiąże się też z kontrowersjami, takimi jak zwolnienie dyrektora muzeum ludobójstwa Ormian za wręczenie JD Vance'owi książki o masakrach w Azerbejdżanie czy usunięcie z armeńskich stempli paszportowych wizerunku góry Ararat, narodowego symbolu, choć leży ona w dzisiejszej Turcji.

Wczesne sondaże wskazują, że Umowa Obywatelska może być na dobrej drodze do zwycięstwa, co jest niezwykłym osiągnięciem dla partii, która nadzorowała dwie kolejne upokarzające klęski militarne z rąk Azerbejdżanu w 2020 i 2023 roku. Druga porażka wiązała się z przymusowym przesiedleniem 100 000 Ormian z enklawy Górskiego Karabachu w ciągu jednej nocy. Przesiedleni uchodźcy mieszkają w Erywaniu i obawiają się o swoje dziedzictwo. Dziewiętnastu więźniów z tej wojny pozostaje w niewoli w Baku, w tym pierwszy minister regionu Ruben Wardanian, który twierdzi, że Paszynian porzucił ich sprawę.

Kampania wyborcza zapowiada się dziko.

Dzięki swojej niemal stałej obecności na Facebooku i energii wstawania o 5 rano, Paszynian wylewa treści wideo od jedzenia ciastek po obojętne słuchanie rosyjskiej gwiazdy rocka Zemfiry. Ma też tendencję do wdawania się w wulkaniczne kłótnie z wyborcami, oskarżając liderów opozycji o bycie bezmózgimi zagranicznymi szpiegami i grożąc ich wyeliminowaniem.

Paszynian mierzy się z co najmniej trzema prorosyjskimi partiami nacjonalistycznymi, w tym Silniejsza Armenia, prowadzoną przez rosyjsko-armeńskiego multi-miliardera Samwela Karapetiana, założyciela grupy Tashir – konglomeratu z interesami w Rosji i posiadającego armeńską sieć elektroenergetyczną. Ostatnio