Ancoats, niegdyś słynąca z tekstyliów i klubu nocnego Sankeys, teraz ma szansę stać się nieoczekiwanym epicentrum brytyjskich rządów. Miejsce po byłym parku handlowym – dom dla Toys R Us, Argos i JD Sports – zostało wytypowane pod nową Północną Dziesiątkę, w ramach planu przyszłego premiera Andy'ego Burnhama, by przenieść części Whitehall do Manchester Digital Campus. Kampus docelowo pomieści około 8800 urzędników z różnych departamentów, wszystko bez znaczących dodatkowych kosztów dla Skarbu Państwa, podobno.

Ancoats, niegdyś zaniedbane, jest teraz jednym z najmodniejszych przedmieść Manchesteru, pełnym restauracji i barów wokół jedynej w mieście przystani jachtowej. Ceny nieruchomości poszybowały w górę i mają wzrosnąć jeszcze bardziej, gdy rząd się wprowadzi – bo nic tak nie mówi 'modnie' jak gigantyczny kompleks biurowy rządu. Inwestycja ma być gotowa dopiero w 2032 roku, więc zespół Burnhama podobno szuka tymczasowego biura, oglądając Heron House, obecnie zajmowany przez GCHQ, które nie ma zamiaru się wyprowadzać. Niezręcznie.

Burnham, nowo wybrany poseł na Makerfield, mówi, że będzie dzielić tydzień pracy między Manchester a Londyn. Darren Jones, główny sekretarz premiera, zaaprobował pomysł, powołując się na model Treasury's Darlington Economic Campus. Henri Murison z Northern Powerhouse Partnership pochwalił plan, argumentując, że Whitehall dopuścił do 'ekonomicznej przepaści' między Londynem a innymi miastami. Ale Dai Davies, były szef ochrony królewskiej, ostrzegł, że 'Number 10A' będzie wymagać ochrony 24/7, wykrywania podziemnego, bezpiecznych pomieszczeń i opancerzonych samochodów – kosztujących podatników miliony. Zapytał też, jak Burnham będzie dojeżdżać: cztery godziny jazdy w dobry dzień, albo podróż koleją wymagająca blokowania miejsc dla ochrony, doradców i 'spadów'. Ekspert kolejowy Tony Miles nazwał pomysł 'godnym pochwały', ale prawdopodobnie irytującym pasażerów – i wyborców.

Szybki sondaż 38 Degrees i JL Partners wykazał szerokie poparcie dla przeniesienia władzy z Westminsteru. Wyborczyni Partii Pracy z Exeter powiedziała, że londyńczycy muszą zdać sobie sprawę, że istnieją inne miasta. Wyborca Reform UK z Scunthorpe spodobał się pomysł, bo nie wszyscy mieszkają w Londynie. Mężczyzna głosujący na Partię Pracy w Stroud uznał, że to sprawi, że ludzie nie będą czuć się pomijani. Ale pojawiły się wątpliwości: wyborca Partii Pracy w Leeds zastanawiał się, jak to będzie działać, a jeden w Edynburgu powiedział, że to dobry pomysł, ale nie zadziała. W Ancoats jednak plan jest ciepło przyjęty. Zielony radny Hussayn Salem powiedział, że to prawdziwa decentralizacja, jeśli decyzje będą podejmowane lokalnie. Fryzjer Sanger Ismail ma nadzieję, że Burnham wpadnie na strzyżenie. A liberalno-demokratyczny radny Chris Northwood zapytał, czy niewykorzystana druga połowa terenu mogłaby być publicznym ogrodem różanym. Bo nic tak nie mówi 'decentralizacja rządu' jak róże.