Keir Starmer stoi w obliczu politycznego odpowiednika wotum nieufności od wszechświata, ponieważ potencjalni następcy, od Wesa Streetinga po Angelę Rayner, zaczęli się rozgrzewać do konkursu przywództwa, który przypomina mniej przejście, a bardziej niezręczne zjazdy rodzinne.
Starmer miał nadzieję uratować swoją skórę przemówieniem wizjonerskim w poniedziałek, ale jego szanse na pozostanie na Downing Street wyglądały w niedzielę mniej więcej tak solidnie jak zamek z piasku podczas przypływu, gdy około 40 posłów Labour – wielu z nich fanów burmistrza Wielkiego Manchesteru, Andy'ego Burnhama – wzywa go do podania daty odejścia.
Chaos następuje po krwawej łaźni w wyborach lokalnych, gdzie Labour straciła poparcie na rzecz Reform UK i Zielonych, co skłoniło jednego z sojuszników Streetinga do uwagi: „Wes nie zamierza rzucić wyzwania Keirowi, ale przygotowuje się na wypadek, gdyby wszystko się rozpadło”. Minister zdrowia rzekomo przekazał tę samą wiadomość do Nr 10, choć najwyraźniej chce, aby ktoś inny popchnął pierwsze domino.
Rayner, była wicepremierka, już przedstawiła swoją receptę na zmiany, ostrzegając Starmera, że musi „sprostać chwili” – co w politycznym żargonie oznacza „jestem gotowa, jeśli ty nie jesteś”. Jej zwolennicy zapewniają, że na pewno nie startuje, ale na pewno jest przygotowana na taką możliwość, co jest politycznym odpowiednikiem spakowanych walizek przy drzwiach.
Burnham pozostaje wymarzonym kandydatem dla wielu, pod warunkiem że faktycznie uda mu się wrócić do parlamentu. Jeśli to się nie uda, lewa flanka może musieć walczyć o jego poparcie jak dzieci kłócące się o ostatni kawałek pizzy.
Catherine West, posłanka z tylnych ław Labour, naciska na wyzwanie „konia trojańskiego” – taktykę mającą na celu wywabienie innych kandydatów – próbując zebrać 80 zwolenników, aby wywołać natychmiastowy konkurs. Sojusznicy Burnhama rzekomo próbują przekonać ją do wycofania się, ponieważ jej timing przyniósłby korzyść Streetingowi, a nie ich człowiekowi. „Nie poszło zgodnie z planem. To nie miało przynieść korzyści Wesowi” – ubolewał jeden z posłów popierających Burnhama, podczas gdy inny opisał interwencję West jako chaotyczną i „jak jeden z tych dzikich koni w Grand National”.
Minister edukacji Bridget Phillipson dzielnie broniła Starmera w BBC, mówiąc, że usunięcie go byłoby błędem, mimo że wyborcy dali partii „prawdziwe kopniaki”, a ludzie czują się „gorzko zawiedzeni”. Jednak niewielu posłów wydaje się sądzić, że Starmer może odzyskać autorytet. Jedno źródło w gabinecie ujęło to wprost: „Jest resztkowa lojalność wobec Keira, ale [gabinet] jest u kresu wytrzymałości”.
Starmer ze swojej strony powiedział Observerowi, że chce służyć przez dwie kadencje lub 10 lat – oświadczenie, które wywołało śmiech zwykle zarezerwowany dla stand-upu. Próbował też odświeżyć swój rząd, przywracając byłego premiera Gordona Browna jako doradcę finansowego i byłą wicepremierkę Harriet Harman jako doradczynię ds. kobiet i dziewcząt, co jest trochę jak dzwonienie do byłych po poradę dotyczącą związku.
Tymczasem Labour Growth Group przygotowuje się do przedstawienia swojego planu „nowego ładu gospodarczego”, wzywając do wyższego podatku od zysków kapitałowych w celu sfinansowania obniżki składki na ubezpieczenie społeczne o 2 pensy. Jeden z ministrów ostrzegł: „Labour może jeszcze wygrać w 2029, ale tylko jeśli zamienimy ciepłe słowa o ludziach pracy na radykalne i pilne działania”.
Rayner opublikowała własne propozycje odnowy gospodarczej, mówiąc: „To, co robimy, nie działa i musi się zmienić. To może być nasza ostatnia szansa”. Ostrzegła też, że partia jest „w niebezpieczeństwie stania się partią zamożnych” i potępiła „toksyczną kulturę kolesiostwa” na przykładzie skandalu Petera Mandelsona.
Niektórzy na lewicy namawiają Eda Milibanda, aby rzucił kapelusz na ring, uważając, że Rayner nie ma wystarczającego poparcia krajowego, a jej nierozstrzygnięte dochodzenie podatkowe HMRC jest obciążeniem.
Na razie gabinet pozostaje w dużej mierze milczący, nie wydając jeszcze publicznych oświadczeń poparcia po tym, jak Labour straciła 1500 radnych i około 40 rad. Żadne rezygnacje ministerialne jeszcze się nie zmaterializowały, ale zegar tyka głośniej niż bomba w sklepie z używanymi rzeczami.