Wiele rzeczy może cię zabić w branży muzycznej. Dla Split Enz, pierwszej odnoszącej międzynarodowe sukcesy rockowej grupy z Nowej Zelandii, najbardziej zabójczą trucizną był najwyraźniej lakier do włosów – a przynajmniej powinien być. „Jak ja nie umarłem?” – dziwi się lider zespołu Tim Finn, którego głowa w swoim zawrotnym szczycie przypominała odwrócony pędzel. Perkusista Noel Crombie uśmiecha się, gdy Finn kontynuuje: „Noel lakierował bezwzględnie ogromne ilości tego toksycznego sprayu… makijaż zaczynał spływać, ale włosy jakoś… trzymały się”. Crombie z kolei trzepotał na scenie z czymś, co wyglądało jak para nietoperzych skrzydeł wyrastających z jego głowy. Finn, obecnie blisko 74 lat, jest dumnym posiadaczem jednej z najlepszych czupryn, jaką może sobie wymarzyć weteran popu. Młodszy brat Neil – później z Crowded House – przeszedł przez swoje lata w Split Enz z schludną fryzurą na wzór Dennisa Rozrabiaki. Teraz nadrabia stracony czas taką ilością produktu, że jego czuprynę widać z księżyca.
Tim Finn i Crombie odpoczywają w swoim hotelu w Wellington, dzień po trzecim koncercie trasy Forever Enz – pierwszej od 2009 roku. W sobotę zagrają w swoim rodzinnym Auckland (które powitało początki Enz w 1972 roku), a następnie w przyszłym tygodniu rozpoczną serię koncertów w Australii. „Nikt nie ogłosił, że to ostatni raz” – mówi Finn, co sugeruje, że jeśli ma być następny raz, lepiej nie zostawiać go na kolejne 17 lat. „Nigdy nie mów nigdy” – kiwa głową Crombie, który właśnie skończył 73 lata.
Od 1977 roku (kiedy Neil Finn zastąpił założyciela Phila Rudda na gitarze) do 1984 roku Split Enz był jedną z największych grup Australazji. Zgromadzili ogromną listę hitów: międzynarodowy przebój I Got You, Six Months in a Leaky Boat, Message to My Girl, One Step Ahead, History Never Repeats i wiele innych. Po folkowych początkach stali się innowatorami nowej fali, a ich nerwowe, inteligentne melodyjki były napędzane talentem kompozytorskim braci Finn oraz wizjonerskimi projektami (i okazjonalnymi solówkami na łyżce) dyrektora artystycznego Crombiego. Ostatecznie Finnowie poszli własnymi drogami; od tego czasu odbyły się tylko bardzo sporadyczne reunie Split Enz.
Ale wraz z globalnym odrodzeniem zainteresowania są dobre powody, aby grupa kontynuowała. Jest nowy box set, Enzyclopedia; 18-miesięczne wydawanie osobnych reedycji winylowych ich dziewięciu albumów studyjnych; nadchodzący album w twardej oprawie poświęcony ciągle ewoluującej wizualnej prezentacji zespołu Crombiego i wiele więcej. Wszystko to napędza dalszy popyt. Z wiatrem w żaglach może nawet pojawić się nowy album studyjny – ale jeśli tak się stanie, to jeszcze daleka droga. Neil pozostaje oddany Crowded House, po tym jak wydanie Dreamers Are Waiting w 2021 roku zapoczątkowało własny renesans twórczy tego zespołu. Każdy ma swoje projekty. Właściwie, jak mówi Tim, nowy album Split Enz prawie powstał około 20 lat temu. Zespół był chętny, ale on się wstrzymał, woląc pozostać solowym artystą. „Nikt nie wydaje się mieć o to pretensji” – mówi, brzmiąc nieco z ulgą. „Myślę, że powinniśmy zrobić jeszcze jeden; myślę, że zrobilibyśmy teraz naprawdę dobry album”.
Bez nowego materiału są ograniczeni do zestawu największych hitów, z zaledwie kilkoma głębszymi kawałkami wrzuconymi. Oczywiście nikt nie ma nic przeciwko – w tym zespół, nawet jeśli niepewnie wracają do nieco wypaczonej psychologii piosenek, które napisali na początku lub w połowie dwudziestki. Utwór taki jak Shark Attack, przyznaje Finn, to „wypowiedź młodego człowieka, ale wciąż potrafię się w nią wczuć”. Podobnie jak zazdrosna mania I See Red. Finn zapewnia, że nie jest już wściekłym młodym mężczyzną, ale gdy piosenka jest wykonywana, furia jest zaraźliwa: „Kiedy tłum słyszy I See Red, daje z siebie wszystko. To dobry wyraz gniewu bez ranienia nikogo”.
Finn mówi, że częścią motywacji do ponownego spotkania jest ciekawość, co wymyśli Crombie, projektując scenografię, scenę i kostiumy, które uczyniły zespół tak wizualnie efektownym widowiskiem, gdy przenieśli się do Australii w 1975 roku, wkrótce po debiucie telewizji kolorowej: „Po prostu siedzimy i czekamy!” To był szczyt gl