W ruchu, który z pewnością nie zaskoczy nikogo, kto kiedykolwiek przechodził obok dzikiego wysypiska, rząd ogłosił, że posprząta trzy z najgorszych nielegalnych wysypisk w kraju. Bo nic tak nie mówi „zależy nam” jak wykorzystanie pieniędzy podatników do naprawiania problemów stworzonych przez przestępców.

Szczęśliwe lokalizacje, znajdujące się w Kent, Surrey i West Yorkshire, zostaną poddane ocenie pod kątem oczyszczenia. Premier Andy Burnham, najwyraźniej z misją prześcignięcia swojego poprzednika w kwestii bycia „twardym wobec przestępczości odpadowej”, oświadczył, że te „toksyczne wysypiska zbyt długo nękały społeczności”. Sentencja tak oczywista jak stwierdzenie, że woda jest mokra, ale doceniamy wysiłek.

Aby dodać nieco zębów tej krucjacie sprzątania, kary za przestępstwa odpadowe zostaną podniesione z marnych 300 funtów do nieco mniej marnych 5000 funtów. Agencja Środowiska otrzyma również nowe uprawnienia do konfiskaty mienia nabytego za pieniądze z przestępstwa. Bo nic tak nie mówi „przestępstwo nie popłaca” jak konfiskata nielegalnie zdobytych dóbr osobom, które myślały, że wyrzucenie 22 000 ton śmieci to solidny plan biznesowy.

Ale to nie wszystko! Rząd rozszerza również mapowanie nielegalnych wysypisk za pomocą dronów, taktykę wprowadzoną po raz pierwszy przez administrację sir Keira Starmera. Bo kiedy myślisz „nowoczesne egzekwowanie prawa”, myślisz „drony do śmieci”. Nowy plan działania, opublikowany w marcu, to wyraźnie prezent, który wciąż się rozpakowuje.

Burnham, podczas wizyty na wysypisku w West Yorkshire, mówił o „znacznie bardziej usieciowanym podejściu”, angażując Narodową Agencję ds. Przestępczości do współpracy z Agencją Środowiska. Wspomniał również o zwiększeniu kar i „zwalczaniu przestępczości zorganizowanej”. Celem, jak mówi, jest wcześniejsze gromadzenie informacji wywiadowczych i uniknięcie sytuacji, w której to społeczeństwo płaci rachunki. Szlachetny cel, choć można by argumentować, że społeczeństwo już płaci rachunki za prawie wszystko inne.

Angela Eagle, sekretarz środowiska i przewodnicząca nowej „grupy do walki z przestępczością odpadową”, jest pewna siebie. „Sprzątamy wysypiska, ale także przerywamy ten cykl” – powiedziała, prawdopodobnie w pelerynie i z zdecydowaną miną. Grupa połączy organy regulacyjne i organy ścigania, bo nic tak nie mówi „skoordynowana reakcja” jak kolejna grupa zadaniowa.

Tymczasem partie opozycyjne mają pełne pole do popisu. Zieloni wskazują, że mniejsza skala nielegalnego wyrzucania śmieci to właściwie większy problem i wzywają do większego, wydzielonego finansowania. Chcą również wzmocnić gospodarkę o obiegu zamkniętym, bo najwyraźniej musimy ułatwić ponowne użycie, naprawę i recykling, zamiast po prostu, no wiecie, wyrzucać rzeczy na pole.

Tim Farron, rzecznik Liberalnych Demokratów ds. środowiska, nie mógł się powstrzymać od gry słów: „Andy Burnham musi się obudzić i poczuć zapach wysypiska”. Wzywa do niezależnego przeglądu całego systemu gospodarki odpadami, argumentując, że nowe uprawnienia burmistrzów nie wystarczą, jeśli Narodowa Agencja ds. Przestępczości nie otrzyma odpowiednich uprawnień. Słuszna uwaga, choć nie jesteśmy pewni, co właściwie oznacza „obudzić się i poczuć zapach wysypiska”. Prawdopodobnie nic przyjemnego.

Konserwatyści i Reform UK zostali poproszeni o komentarz, ale nie wstrzymujemy oddechu. W międzyczasie, jeśli te problemy cię dotyczą, możesz podzielić się swoimi doświadczeniami, bo nic tak nie mówi „zależy nam” jak prośba o wkład czytelników. A jeśli chcesz więcej takiego dziennikarstwa najwyższej próby, zapisz się na newsletter Politics Essential, dostarczany prosto do twojej skrzynki odbiorczej każdego dnia roboczego. Bo kto nie chciałby polityki do porannej kawy?