Podczas gdy reszta Londynu była zajęta analizowaniem zysków Zielonych, wzrostu Reform i egzystencjalnego kryzysu Partii Pracy, jedna zielona dzielnica na zachodzie Londynu postanowiła pójść w pełni totalitarnie - w najbardziej uprzejmy możliwy sposób. Liberalni Demokraci zdobyli wszystkie miejsca w każdej dzielnicy Richmond-upon-Thames 7 maja 2026 roku, pozostawiając salę rady z całą opozycją dobrze prowadzonego klubu książki.
Lib Demi mają teraz 54 miejsc (wzrost o 6), podczas gdy Zieloni stracili wszystkie pięć poprzednich miejsc, a Konserwatyści stracili swoje jedyne. To wynik, który wywołał zarówno samozadowalające klepanie się po plecach, jak i nerwowe spojrzenia w demokratyczne lustro.
Lider rady Gareth Roberts, który teraz przewodniczy jednopartyjnej utopii, twierdzi, że wyborcy po prostu ich uwielbiają. „Ludzie lubią nas jako radę. Podoba im się fakt, że świadczymy dla nich usługi wysokiej jakości i że mamy ten nieustanny pęd do jakości” – powiedział BBC London Politics, dodając, że są postrzegani „przez cały rok, a nie tylko w czasie wyborów”, co, uczciwie, to więcej niż większość polityków może powiedzieć.
Zapytany, w jaki sposób rada będzie rozliczana przy zerowej opozycji, Roberts obiecał ekstrawagancję konsultacji: „Będziemy konsultować, konsultować, konsultować, wszystko, co robimy”. Ponieważ nic nie mówi o odpowiedzialności jak proszenie samego siebie o opinię.
Lokalna partia Zielonych, która straciła pięć miejsc, była mniej niż zachwycona. W oświadczeniu z 8 maja Partia Zielonych Richmond i Twickenham oświadczyła: „Lib Demi mają teraz monopol na tę radę, co nie jest zdrową sytuacją dla naszych mieszkańców, ponieważ nie ma nikogo, kto by ich bronił, jeśli administracja pójdzie w kierunku, którego nie chcą”. Zauważyli również, że na progach domów mieszkańcy wielokrotnie wyrażali przerażenie perspektywą jednopartyjnej dzielnicy – tuż przed tym, jak najwyraźniej zagłosowali dokładnie na to.
Profesor Tony Travers z London School of Economics, go-to facet od komentarzy wyborczych, ostrzegł: „To nie jest dobre dla demokracji, ponieważ nasz system jako całość opiera się na idei partii większościowej i innej partii, która ich rozlicza, lub więcej niż jednej partii, która ich rozlicza”. Dodał jednak odrobinę nadziei: „Brakuje ci kogoś, kto publicznie przedstawiałby te przeciwne poglądy. Ale to powiedziawszy, wciąż są media, wciąż są inni komentatorzy, którzy mogą naciskać na radę”. Więc zasadniczo prasa wykona pracę opozycji, jak zwykle.
Tymczasem Hina Bokhari, liderka grupy Liberalnych Demokratów w Zgromadzeniu Londynu, przyjęła ton wspaniałomyślnego triumfu: „Zdobyliśmy 100% miejsc, ale nadal popieramy proporcjonalną reprezentację i chcemy, aby każdy głos się liczył”. Następnie rzuciła polityczny odpowiednik mikrofonu: „To ciekawe, że kiedy Partia Pracy prowadziła rady z 100% radnych z Partii Pracy, nikt wtedy nie mówił o tym problemie”. Dotknięte.
Więc Richmond-upon-Thames jest teraz jednopartyjną dzielnicą, dołączając do szeregów Lewisham i Barking i Dagenham w 2022 roku, choć to była sprawka Partii Pracy. Lib Demi obiecują konsultować, Zieloni obiecują narzekać, a reszta z nas obiecuje patrzeć z lekkim rozbawieniem.