Urzędnicy londyńskiego zgromadzenia rozważają obecnie pytanie, które wielu uznałoby za niewygodne: czy lider Partii Zielonych, który mógł zaniżyć podatek od nieruchomości (council tax) za swoją łódź mieszkalną, zasługuje na oficjalne dochodzenie? Odpowiedź brzmi najwyraźniej „może”, co w biurokratycznym języku oznacza „myślimy o tym”.
Zack Polanski, lider Zielonych, przyznał, że mógł nie zapłacić odpowiedniego podatku od nieruchomości, mieszkając na łodzi zacumowanej we wschodnim Londynie. Jego partia określiła to jako „niezamierzony błąd”, co jest politycznym odpowiednikiem emoji wzruszenia ramion, i stwierdziła, że „natychmiast podjął kroki”, aby zapłacić należny podatek.
Przewodnicząca Partii Pracy Anna Turley, najwyraźniej nie należąca do osób, które pozwalają, by podatkowa sprawa na wodzie przepłynęła niezauważona, napisała w zeszłym tygodniu do urzędnika monitorującego Greater London Authority (GLA) z żądaniem zbadania, czy Polanski naruszył standardy, których jako wybrany członek musi przestrzegać. Urzędnik monitorujący, w e-mailu opisanym przez Times, potwierdził, że traktuje to jako formalną skargę i rozpatrzy ją zgodnie z ustalonymi procedurami GLA, które najwyraźniej obejmują wstępną ocenę, czy dochodzenie jest w ogóle potrzebne.
Zgodnie z przepisami, po złożeniu formalnej skargi oskarżony ma 7–10 dni na odpowiedź na piśmie. Po konsultacji z dwiema niezależnymi osobami spoza GLA (burmistrz Londynu plus 25 członków zgromadzenia) urzędnik monitorujący podejmie decyzję. W przypadku stwierdzenia naruszenia członkowie zgromadzenia mogą zostać ukarani, choć kary te są często łagodne i mogą skutkować czymś tak ekscytującym jak spotkanie lub przeprosiny.
Partia Zielonych poinformowała Times, że Polanski wynajmował pokój pod innym adresem, gdzie podatek od nieruchomości był wliczony w czynsz, a na łodzi przebywał tylko „okazjonalnie”. Wytyczne rządowe mówią, że osoba może być zobowiązana do zapłaty podatku od nieruchomości za łódź, jeśli jest to jej „jedyne lub główne” miejsce zamieszkania. Times pomocnie ujawnił również ogłoszenie o sprzedaży łodzi, w którym partnerka Polanskiego napisała: „Przeprowadzamy się do domu i niestety opuścimy tę cudowną społeczność”. Brzmi to mniej jak okazjonalny gość, a bardziej jak ktoś pakujący pływający dom.
Rada Waltham Forest potwierdziła, że wszczęła własne dochodzenie w sprawie tego, czy należny był podatek od nieruchomości za miejsce cumowania. Tymczasem list Turley powoływał się na sekcję 106 ustawy Local Government Finance Act z 1992 roku, która wymaga, aby osoby pełniące funkcje publiczne, które zalegają z podatkiem od nieruchomości przez dwa miesiące lub dłużej, deklarowały ten fakt na posiedzeniach i zakazuje im głosowania w sprawach z tym związanych.
Rzecznik Partii Zielonych zapewnił: „Zack wie o skargach złożonych przez Partię Pracy i Partię Konserwatywną. Zaprzecza jakiemukolwiek wykroczeniu i będzie w pełni współpracować z oficjalną procedurą, aby odpowiedzieć na wszelkie pytania”. Rzecznik GLA, w mistrzowskiej lekcji uników, powiedział: „Te skargi są rozpatrywane zgodnie ze zwykłą procedurą GLA. Nie byłoby właściwe komentować dalej, dopóki procedura trwa”.
Na razie saga podatkowa łodzi Polanskiego dryfuje w biurokratycznych wodach, czekając na decyzję, która może albo zatopić jego reputację, albo pozwolić mu płynąć gładko dalej.