Poczta Królewska ogłosiła, że podniesie ceny dla użytkowników wysyłających masowo nawet o jedną trzecią, zadając wielomilionowy cios papierowy NHS i innym dużym organizacjom, które wciąż wierzą w magię fizycznej poczty.

Od 5 października średnia podwyżka wyniesie 25%, choć niektóre usługi zdrożeją o 36,1% – bo nic tak nie mówi „niezawodna usługa” jak podnoszenie cen przy jednoczesnym nieosiąganiu celów doręczeń. NHS, która w 2024 roku wydała na pocztę co najmniej 100 milionów funtów, może teraz ponieść dodatkowe kilka milionów kosztów tylko po to, by przypominać pacjentom o wizytach, o których prawdopodobnie zapomnieli.

Podwyżki dotyczą klientów wysyłających masowo, takich jak UK Mail, Whistl i Citipost, którzy zajmują się sortowaniem dla banków, HMRC i NHS, zanim Poczta Królewska przejmie przesyłki na „ostatnią milę” – czyli tę część, w której listy faktycznie trafiają do adresatów, czasem na czas.

Poczta Królewska, od kwietnia 2025 roku należąca do czeskiego miliardera Daniela Křetínskiego, winą obarcza spadek liczby listów (z 6,3 miliarda w 2019-20 do 4,2 miliarda obecnie) oraz rosnące koszty paliwa i pracy. W liście widzianym przez Guardian dyrektor zarządzający Richard Travers wyjaśnił, że podwyżki są „niezbędne, aby ceny dokładniej odzwierciedlały koszt świadczenia niezawodnej, ogólnokrajowej usługi pocztowej” – choć słowo „niezawodna” może być tu nadużyciem.

Ofcom wszczął kolejne śledztwo w sprawie Poczty Królewskiej po tym, jak w roku kończącym się w marcu prawie jedna czwarta listów pierwszej klasy dotarła z opóźnieniem. Regulator nałożył na firmę grzywny w wysokości 37 milionów funtów od 2023 roku za nieosiąganie celów doręczeń i bada zarzuty, że Poczta Królewska priorytetowo traktuje paczki nad listami – praktykę, którą firma zaprzecza, prawdopodobnie sortując paczki.

Stowarzyszenie Użytkowników Poczty nazwało podwyżkę „bezprecedensową”, ostrzegając, że „wywrze znaczną dodatkową presję finansową na organizacje, które polegają na poczcie w komunikacji z klientami”. Tymczasem Poczta Królewska zauważa, że musi dostarczać przesyłki do 32 milionów adresów w Wielkiej Brytanii i straciła prawie 800 milionów funtów w ciągu ostatnich czterech lat, dodając, że te zmiany „zmniejszą wpływ na klientów” – co jest trochę jak stwierdzenie, że cios w brzuch zmniejsza wpływ kopniaka w goleń.