W ruchu, który ma wszystkie cechy politycznej opery mydlanej, dwie najwybitniejsze postacie opozycji w Nigerii ogłosiły zmianę partii, wstrząsając krajobrazem przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.
Peter Obi i Rabiu Kwankwaso – którzy zajęli odpowiednio trzecie i czwarte miejsce w wyścigu prezydenckim w 2023 roku – dołączyli do Kongresu Demokratycznego Nigerii (NDC). Stwarza to kuszącą perspektywę wspólnej listy, która rzuci wyzwanie prezydentowi Boli Tinubu. Obaj byli wcześniej częścią Afrykańskiego Kongresu Demokratycznego (ADC) wraz z byłym wiceprezydentem Atiku Abubakarem, który zajął drugie miejsce w ostatnich wyborach.
Choć można to postrzegać jako fragmentację opozycji, zwolennicy Obiego i Kwankwaso argumentują, że da to ich sojuszowi większy focus – bo nic tak nie skupia uwagi jak porzucenie swojej partii dla innej. Obaj mężczyźni to byli gubernatorzy z dużym poparciem oddolnym: Obi jest niezwykle popularny wśród młodych wyborców na południu, podczas gdy Kwankwaso ma znaczące wpływy na północy.
Ruch ten następuje zaledwie dziewięć miesięcy po tym, jak Obi, Kwankwaso i Abubakar dołączyli do ADC. Sojusz ten szybko ugrzązł w bataliach prawnych o przywództwo w partii – co Obi zrzucił na rząd. „To samo państwo nigeryjskie i jego agenci, którzy stworzyli niepotrzebne kryzysy i wrogość w Partii Pracy, zmuszając mnie do odejścia, teraz najwyraźniej znajdują drogę do ADC” – powiedział Obi w niedzielę, brzmiąc jak człowiek, który już to widział. Był kandydatem Partii Pracy w wyborach w 2023 roku.
Sojusznicy prezydenta Tinubu zaprzeczyli, jakoby próbowali sabotować partie opozycyjne – bo oczywiście, że nie. Obi, lat 64, i Kwankwaso, lat 69, zostali formalnie przyjęci w siedzibie NDC w Abudży przez krajowego lidera partii, senatora Seriake Dicksona, w niedzielę. Po spotkaniu obaj wezwali do jedności narodowej, większych szans dla młodych ludzi i zakończenia wewnętrznych waśni, które nękają nigeryjską opozycję – szlachetny cel, choć nieco podważony przez ich najnowszy ruch zawodowy.
Jednak ich decyzja ryzykuje zdenerwowanie sojuszników w koalicji zbudowanej wokół ADC, która pozycjonowała się jako główny pojazd jedności opozycji. Niektóre postacie w bloku prywatnie wyraziły poczucie zdrady, rodząc nowe wątpliwości, czy rozdrobniona opozycja Nigerii może utrzymać skoordynowane wyzwanie dla prezydenta Tinubu, lat 74. W oświadczeniu nigeryjska prezydencja bagatelizowała znaczenie dezercji, sugerując, że odzwierciedlają one „normalną płynność demokratycznej polityki”, a nie jakąkolwiek fundamentalną zmianę. Rzecznik prezydenta powiedział, że rząd pozostaje skupiony na zarządzaniu: „Sojusze polityczne przychodzą i odchodzą. Ale naszym priorytetem jest wdrażanie reform gospodarczych, poprawa bezpieczeństwa i zapewnienie stabilności wszystkim Nigeryjczykom”.
Analityk polityczny Bala Yusuf powiedział BBC, że ruch ten może przekształcić nigeryjski krajobraz wyborczy. „Jeśli NDC wystawi Obiego jako kandydata na prezydenta, a Kwankwaso jako wiceprezydenta, z pewnością dadzą rządzącej APC mocno popalić w wyborach” – powiedział. Nie ogłosili jeszcze, kto będzie kandydatem na prezydenta – kwestia, która rozbiła już kilka wcześniejszych nigeryjskich sojuszy politycznych, bo historia to tylko seria lekcji, których nie chcemy się uczyć.
Pozostaje zobaczyć, jak zareaguje Abubakar, biorąc pod uwagę, że był kluczową postacią, która dołożyła wielkich starań, aby sprowadzić ciężkie wagary opozycji do ADC. Tymczasem kryzys przywództwa w partii nadal rozgrywa się w sądach. Sąd Najwyższy w zeszłym tygodniu nakazał, aby spór o to, kto rządzi partią, został odesłany do Federalnego Sądu Najwyższego w celu ponownego rozpatrzenia – decyzja, która dodatkowo skraca czas dostępny dla ADC na uporządkowanie swoich spraw przed rozpoczęciem kampanii wyborczej na dobre. Wybory zaplanowano na początek stycznia przyszłego roku – ósme od zakończenia rządów wojskowych w 1999 roku.