Andy Burnham i Wes Streeting uznali, że najlepszym sposobem na podkradnięcie piorunów Partii Zielonych jest zasugerowanie, że mogliby opodatkować bogatych, co jest mniej więcej tak odważne, jak szef kuchni sugerujący użycie soli.
Wraz z wejściem SpaceX na giełdę, które wysłało fortunę Elona Muska na niską orbitę okołoziemską, większość ludzi zdała sobie sprawę, że superbogacze zgarniają wszystkie nagrody, podczas gdy reszta z nas walczy o okruchy. Wkracza Gabriel Zucman, profesor dojeżdżający między Berkeley a Paryską Szkołą Ekonomii, uzbrojony w wykresy i książkę zatytułowaną „Musimy opodatkować miliarderów”, opublikowaną w zeszłym miesiącu.
Badania Zucmana pokazują, że w 1989 roku górne 0,001% brytyjskich rodzin – około 200 z nich – posiadało 5% rocznego PKB kraju. Do 2025 roku ta sama grupa pochłonęła 22% PKB, czyli nieco ponad 3 biliony funtów. Tymczasem miliarderzy płacą efektywną stawkę podatkową w wysokości co najwyżej 25%, podczas gdy reszta z nas oddaje 40% do 50%. Ale hej, bez urazy.
Propozycja Zucmana jest odświeżająco prosta: 2% podatek od aktywów powyżej 100 milionów dolarów, bez zwolnień, bez luk prawnych. Popiera ją pół tuzina ekonomistów nagrodzonych Noblem, co jest praktycznie pełnym akademickim chórem śpiewającym w harmonii.
Aby zapobiec ucieczce superbogaczy do Monako czy Dubaju, Wielka Brytania mogłaby uchwalić prawo traktujące długoterminowych rezydentów jako rezydentów podatkowych przez pięć do dziesięciu lat po ich wyjeździe. Bo nic tak nie mówi „uciekam od podatków” jak urzędnik skarbowy podążający za tobą na plażę.
Burnham i Streeting są zrozumiale zdenerwowani. Daily Telegraph niedawno krzyknął „Brytania potrzebuje więcej tworzenia bogactwa, a nie wojny podatkowej z miliarderami”, podczas gdy Financial Times martwił się „obawami przed podatkiem od majątku”. Ale Zucman argumentuje, że przedsiębiorcy, którzy gromadzą ponad 100 milionów funtów, mieli ogromne szczęście, korzystając z finansowanej przez państwo infrastruktury, lokalnych udogodnień i umiejętności pracowników. Właściciele megafirm nie są wyspami, a jeśli brakuje im dumy obywatelskiej, powinni ją nabyć – być może w tym samym sklepie, w którym kupili swoje jachty.
Może Burnham, obecnie faworyt do zostania premierem jesienią, jeśli wygra tegoroczne wybory uzupełniające w Makerfield, będzie w stanie wytłumaczyć narodowi, że opodatkowanie superbogaczy nie jest samookaleczeniem; to sposób na rozpoczęcie naprawy 40 lat absurdalnej nierówności, która podkopała tkankę niegdyś zadowolonego narodu.