Sporów między królem Karolem III a Donaldem Trumpem jest wiele – i to naprawdę wiele – ale największy dotyczy kwestii, którą Biały Dom najwyraźniej próbował wyciszyć: dalszej przydatności planety jako miejsca do życia dla ludzi.

Przez ponad 50 lat, jako książę Walii, Karol regularnie pojawiał się na szczytach ONZ i mniejszych spotkaniach, by grzecznie sugerować, że może powinniśmy przestać podpalać atmosferę. Królewska wizyta w Waszyngtonie nie będzie wyjątkiem. „The Guardian” wie, że król nie będzie milczał w kwestiach ekologicznych, mimo nerwowych spojrzeń brytyjskiego rządu. Źródła mówią, że Karol prawdopodobnie poruszy temat środowiska publicznie i prywatnie, a organizacje społeczne szeptały z pałacem o możliwym wtrąceniu wzmianek o klimacie i przyrodzie do jego przemówienia w Kongresie we wtorek po południu.

Ekologiczna działalność Karola nigdy nie spotkała się z bardziej opornym słuchaczem. Trump wypowiedział wojnę klimatowi: wycofał USA z międzynarodowych porozumień klimatycznych, zahamował rozwój energii odnawialnej, promował węgiel, otworzył tereny publiczne pod wiercenia, ciął ochronę przyrody, zastraszał inne kraje chcące działać na rzecz klimatu, zwalniał naukowców i usuwał słowo „klimat” z rządowych komunikatów jak szczególnie agresywny korektor.

Niewiele jest wspólnej płaszczyzny między Wielką Brytanią a USA w kwestii klimatu i środowiska, więc strategia Brytyjczyków polega na omijaniu problemu na forach międzynarodowych, zamiast wymuszać konfrontację.

Karol podobno umiejętnie porusza temat dyplomatycznie, co zapewne spróbuje zrobić z Trumpem i innymi amerykańskimi dygnitarzami rządowymi i biznesowymi. „Król kocha świat przyrody i rozumie, że wszystko, co mamy, jest od niego całkowicie zależne” – powiedział Ben Goldsmith, wieloletni działacz na rzecz środowiska i były przewodniczący Conservative Environment Network. „Byłbym zdziwiony, gdyby nie poruszył tego tematu z prezydentem Trumpem”.

Robbie MacPherson, badacz Kennedy'ego z Harvardu i były szef międzyparlamentarnej grupy ds. klimatu w brytyjskim parlamencie, powiedział, że król będzie również odzwierciedlał poglądy swojego narodu. „Ludzie w Wielkiej Brytanii wybrali czystą transformację energetyczną jako swoją drogę do przyszłości. Król powinien reprezentować ten pogląd wobec zagranicznych przywódców, w tym tych, którzy uważają, że wycofywanie się z działań na rzecz środowiska i czystej energii jest właściwym kierunkiem”.

Czy Trump posłucha? Paul Bledsoe, były doradca ds. klimatu w administracji Clintona, obecnie na American University, nie jest optymistą. „Niestety, król Karol traciłby czas, mówiąc Trumpowi o klimacie, ale można mieć nadzieję, że przedstawi działania klimatyczne jako kluczową kwestię dla bezpieczeństwa publicznego i globalnego bezpieczeństwa”.

Goldsmith zwrócił uwagę, że amerykańscy konserwatyści mają „długą i bogatą historię ochrony amerykańskich skarbów przyrody”, a polityczny idol Trumpa, Teddy Roosevelt, stworzył system parków narodowych. „Dziś stany, które robią najwięcej dla dzikiej przyrody, to prawdopodobnie Floryda i Teksas, które zabezpieczają duże obszary ziemi pod renaturyzację i stałą ochronę. Jeśli Trump chce 'uczynić Amerykę znów piękną', co jest nazwą jednego z jego ostatnich oświadczeń, skupienie się na przyrodzie wydaje się oczywistym posunięciem”.

MacPherson był bardziej optymistyczny, choć z innych powodów. „W całej Ameryce trwa czysta transformacja energetyczna i działania na rzecz ochrony przyrody. Tymczasowa zmiana w realizacji polityki federalnej i blokowanie nie powinny powstrzymać długotrwałego zielonego specjalnego związku między Wielką Brytanią a USA”.