Kibice Arsenalu prawie zapomnieli, jak to jest wygrywać bez nerwów. Przypomnieli sobie to uczucie w dniu, gdy wszystko od początku było dobrze i stawało się coraz lepsze. Do przerwy było po meczu – Arsenal prowadził 3:0, a Emirates Stadium rozkoszowało się wirtuozerskim występem Bukayo Saki.
Skrzydłowy reprezentacji Anglii nie był sobą, zanim pod koniec marca musiał odpocząć z powodu problemów ze ścięgnem Achillesa – i paru innych dolegliwości. Wrócił do wyjściowego składu i jego uderzenie było słychać w Manchesterze. City nie grają do poniedziałkowego wieczoru. Rozpoczną mecz z Evertonem tracąc sześć punktów do Arsenalu, mając jednak dwa mecze mniej. Arsenal nieubłaganie podkręca temperaturę.
Wyglądało na to, że Saka jest odporny na presję, która ciąży na jego klubie – a która była szczególnie widoczna w tym sezonie i ostatnich miesiącach. Kiedy Arsenal ostatnio wygrał w lidze z odrobiną komfortu? 4:1 z Tottenhamem 21 lutego.
Saka stworzył pierwszą bramkę dla Viktora Gyökeresa w 9. minucie, sam strzelił drugą i brał udział w akcji na 3:0, którą Gyökeres skierował głową do siatki – to jego 21. gol w sezonie we wszystkich rozgrywkach. Saka nadał ton, uspokoił i zainspirował wszystkich w czerwieni, zarówno kolegów z drużyny, jak i fanów. Nie pojawił się na drugą połowę; można śmiało powiedzieć, że wykonał swoje zadanie. To był najbardziej niszczycielski epizod.
Arsenal ostatnio wyglądał na zmęczonego, niespokojnego. Brakowało kreatywności i goli. To był mecz, który przywrócił wiarę, a dodatnia różnica bramek +3 była bardzo mile widziana. 22-letnie oczekiwanie na tytuł przesuwa granice obsesji. Arsenal czuje, że jest coraz bliżej.
Hałas na początku był naprawdę czymś; nerwowa energia kibiców Arsenalu przerodziła się w ogromne wsparcie, a ich drużyna zaczęła wymarzenie. Przełom był dziełem Saki. Gdy Arsenal wyizolował go przeciwko Raulowi Jiménezowi po krótko rozegranym rzucie wolnym i przeniesieniu na prawą stronę, dla Fulham zabrzmiały dzwonki alarmowe.
Saka cofnął się, a potem ruszył, kręcąc na zewnątrz, plącząc Jiméneza w supeł. Wyglądało to, jakby napastnik Fulham został zamrożony; całkowicie wyłączony z gry. Niskie dośrodkowanie Saki było piękne, a Gyökeres, wyczuwając moment, miał łatwe trafienie.
Arsenal objął prowadzenie 1:0 po golu Eberechi Eze w dokładnie tej samej minucie co w zeszłą sobotę przeciwko Newcastle. To był sygnał do cofnięcia się i pojawienia się niepokoju. Tym razem było inaczej. Arsenal był znacznie bardziej aktywny, tempo wysokie. Chcieli drugiego gola przed przerwą i gonili go z przekonaniem. Dostali go i jeszcze więcej.
Pomagało mieć Sakę w takim nastroju. Promieniał pewnością przy piłce, był przerażający dla wszystkich w bieli Fulham. Było w nim coś nieuchronnego, gdy przejmował piłkę i kierował wzrok do przodu. Eze był groźny w kieszeniach, Leandro Trossard bardzo dobry z lewej strony, a dla Gyökeresa to był po prostu doskonały dzień.
Arsenal nie stracił ducha, gdy Gabriel Magalhães został zatrzymany z bliska przez Bernda Leno po rogu Saki. Ani gdy bramkarz Fulham obronił strzał Gyökeresa, a Saka zmarnował dobitkę. Ani gdy Riccardo Calafiori, wracający po kontuzji, miał gola anulowanego za spalonego w 27. minucie po dośrodkowaniu Trossarda. Po prostu kopali głębiej, naciskali mocniej. Czuli, że to będzie ich dzień. Sprawili, że tak było.
Gol Saki na 2:0 to był zakręcony strzał w bliższy słupek Leno po tym, jak Gyökeres przytrzymał podanie Eze na prawej stronie i zgrał. Czy Leno spodziewał się charakterystycznego uderzenia Saki w drugi róg? Może. Ale to jest właśnie Saka. Może cię zranić na oba sposoby.
Arsenal dokręcił śrubę i było 3:0, gdy Trossard pomknął lewą stroną i zawiesił dośrodkowanie dla Gyökeresa, który strzałem głową dopełnił formalności.