Biblioteka Dziedzictwa Bioróżnorodności (BHL) spędziła ostatnie 20 lat robiąc coś naprawdę pożytecznego: digitalizując ponad 64 miliony stron historycznych tekstów naukowych o gatunkach zarówno żywych, jak i wymarłych. To rodzaj zasobu, który pozwala czytać o wiktoriańskim drewnie patyczaków, gapić się na ilustracje tygrysów tasmańskich lub przeglądać antarktyczny dziennik polowy botanika, który prawdopodobnie nie spakował wystarczająco ciepłych skarpet. Ponad 680 muzeów, uniwersytetów i instytucji naukowych od Chin po Kanadę przyczyniło się do powstania tego cyfrowego skarbca. Najstarszy obiekt? Rękopis na pergaminie z około 1190 roku, bo nic tak nie mówi „przednowoczesna medycyna” jak książka, która poprzedza wynalazek druku.
Oczywiście, biorąc pod uwagę, że jest to dobrze finansowane, szeroko używane dobro publiczne, jego przyszłość stoi teraz pod znakiem zapytania. Bo oczywiście, że tak. BHL, która udostępniła wszystkie te materiały za darmo każdemu z dostępem do internetu, stoi w obliczu niepewnego horyzontu finansowego. Miłośnicy przyrody (i miłośnicy niepłacenia za dostęp do czasopism naukowych) są proszeni o przeglądanie, póki przeglądanie jest dobre.