Lucy Powell, wiceszefowa Partii Pracy, oskarżyła Downing Street o kulturę „klubu chłopców”, która uciszała krytyków poprzez frakcyjne briefingi. Powell, która ma osobiste doświadczenie z tym, co nazywa „nieprzyjemnymi” briefingami, powiedziała, że atmosfera sprawiała, iż ludzie bali się zabierać głos lub kwestionować oficjalną linię. Wskazała szczególnie na wzór anonimowych, paskudnych briefingów wymierzonych nieproporcjonalnie w kobiety w gabinecie, w tym w nią samą, minister edukacji Bridget Phillipson i minister spraw zagranicznych Yvette Cooper. „To nie była w żadnym sensie merytokracja ani szeroki kościół” – ubolewała.

Powell wyraziła nadzieję, że nowy premier Andy Burnham zmieni tę kulturę, zauważając, że w ostatnich miesiącach pod rządami starszych kobiet w Labour już nastąpiła poprawa. Burnham obiecał zwolnić każdego pracownika przyłapanego na briefingu przeciwko kobietom w jego zespole lub ich podważaniu. „Gdyby ktoś w moim zespole został przyłapany na czymś takim, wyleciałby za drzwi. Jego stopy nie dotknęłyby podłogi” – powiedział kobietom z parlamentarnej Partii Pracy.

Ta interwencja następuje w obliczu presji na Burnhama, aby mianował dużą liczbę kobiet na ministrów, zwłaszcza jeśli zastąpi Rachel Reeves mężczyzną w Ministerstwie Skarbu. Posłanki Labour napisały do Burnhama z prośbą o parytet płci 50/50 dla ministrów i personelu. Powell odmówiła dyktowania składu gabinetu, ale podkreśliła, że „lepsze decyzje” wynikają z różnorodności na szczycie.

Liderka konserwatystów Kemi Badenoch odrzuciła skargi kobiet z Labour jako „narzekanie”, sugerując, że jeśli chcą zmian, powinny ubiegać się o przywództwo. Powell odpowiedziała, że debata nie dotyczy parytetów, ale zapewnienia, że wszystkie głosy są słyszane, zauważając, że „czasami faceci są trochę lepsi w promowaniu własnych spraw”. Nalegała, że kultura obejmująca różne poglądy prowadzi do lepszej polityki i wyników dla kraju, a nie do samozadowolenia.