W Tajpej ulice szybko pustoszeją, gdy wyją syreny alarmowe, a na telefony komórkowe spływają alerty. Policjanci wprowadzają spóźnialskich do schronów, pozostawiając stolicę nagle opustoszałą. W miastach na Tajwanie tego rodzaju ćwiczenia są codziennością co roku, w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Chin po drugiej stronie cieśniny – ale tym razem coś było inne.

W czwartek drastycznie ograniczono prędkość internetu, po raz pierwszy symulując skoordynowany atak. Usługi wymagające dużej przepustowości, takie jak rozmowy wideo, streaming i płatności mobilne, stały się trudne lub niemożliwe do użycia, a filmy w mediach społecznościowych ledwo się ładowały. Ale Wang Chen-wen wie, jak dotrzeć do innych. Gdy wyją syreny, a jej mobilny internet zaczyna zwalniać, Wang wychodzi na dach swojego 25-piętrowego bloku, szukając lepszego sygnału radiowego. Podłącza telefon przez Bluetooth do małego, płaskiego urządzenia zwisającego z jej torby. W ciągu kilku sekund wysyła wiadomości bez polegania na internecie. Kilka minut później część z nich dociera do przyjaciółki w sąsiedniej dzielnicy.

„Test z dzielnicy Beitou w Tajpej.” „Dzielnica Xinyi w Tajpej.” Wiadomości zaczynają napływać, gdy użytkownicy udostępniają swoje lokalizacje na czacie grupowym testowanym na platformie open-source, która pozwala wysyłać wiadomości tekstowe za pomocą sygnałów radiowych dalekiego zasięgu i niskiej mocy. „Nie możesz czekać, aż coś się naprawdę wydarzy, aby zdać sobie sprawę, że powinieneś był się przygotować” – mówi Wang, która kieruje lokalną grupą zapewniającą szkolenia z obrony cywilnej i zaczęła uczyć się korzystania z platformy około sześć miesięcy temu.

Władze poinformowały, że ćwiczenia miały zachęcić ludzi do przygotowania alternatywnych środków komunikacji w sytuacji awaryjnej – to część wysiłków Tajwanu na rzecz wzmocnienia odporności cywilnej w obliczu rosnących zagrożeń militarnych ze strony Pekinu, który uważa tę samorządną demokrację za swoje terytorium i nie wyklucza użycia siły w celu jej aneksji. Ćwiczenia z zakłóceniem internetu odbyły się w dwa osobne dni w tym tygodniu w 14 miastach i powiatach w północnych i środkowych Tajwanie, gdzie mieszka około 70% z 23 milionów mieszkańców wyspy.

„Jeśli chodzi o odtworzenie tego, co może być podczas wojny, to na pewno jest to niewygodne, ale rozumiem, dlaczego to robią” – mówi Jimmy Chu, 22-letni pracownik, który przyznaje, że wiadomości od szefa nie docierały podczas ćwiczeń. Tzeng Yi-suo, adiunkt w Instytucie Badań nad Obroną Narodową i Bezpieczeństwem Tajwanu, twierdzi, że sama niedogodność była zamierzona. „To punkt wyjścia do podnoszenia świadomości społecznej” – mówi Tzeng. „Dzięki powtarzanym ćwiczeniom ludzie stopniowo zrozumieją, że chodzi o doświadczenie tej niedogodności i przetestowanie systemów zapasowych, których możemy potrzebować.”

Dla Chen Hui-xuan, 18-latki, która próbowała korzystać z telefonu w metrze podczas ćwiczeń, niedogodność była realna. „TikTok w ogóle się nie otwierał. Facebook działał, ale bardzo wolno, a wiadomości na Instagramie wysyłały się około 30 sekund” – mówi. Rośnie zaniepokojenie podatnością podmorskiej sieci kablowej Tajwanu – 16 kabli międzynarodowych i 10 krajowych – którą rząd nazwał „niezastąpioną cyfrową linią życia”. W ostatnich latach kilka kabli zostało uszkodzonych w incydentach z udziałem chińskich lub powiązanych z Chinami statków, które straż przybrzeżna Tajwanu opisała jako strategię „szarej strefy” mającą na celu wyczerpanie zasobów wyspy bez przekraczania progu aktu wojny. W 2025 roku chiński kapitan został skazany za celowe uszkodzenie kabla łączącego główną wyspę Tajwanu z archipelagiem Penghu, a inny chiński kapitan łodzi rybackiej został później skazany za nieumyślne uszkodzenie kabla obsługującego Matsu, kolejny archipelag administrowany przez Tajwan.

Tajwan stara się zbudować wielowarstwową komunikację zapasową, aby żadne pojedyncze zakłócenie nie mogło odciąć wyspy. Opcje obejmują usługi satelitarne na niskiej orbicie okołoziemskiej, które mogłyby pomóc ludziom pozostać w kontakcie, gdyby naziemna sieć