W 2017 roku kupiłem na Craigslist organy chordowe Magnusa za 10 dolarów. To był świetny zakup – elektryczne organy chordowe pozwalają grać pełne akordy jednym przyciskiem, idealne dla początkujących piosenkarzy-autorów lub każdego, kto chce poczuć się jak geniusz muzyczny bez wysiłku. Ale organy chordowe zniknęły w latach 80., gdy przejęły je cyfrowe klawiatury, jak Casio. Teraz Orchid od Telepathic Instruments chce przywrócić tę magię, tym razem za 649 dolarów.
Orchid, zaprojektowany we współpracy z Kevinem Parkerem z Tame Impala, wygląda jak organy z lat 60. w brązowo-beżowym kolorze od Magnusa czy Bontempi, z kratką głośnika imitującą wentylatory. Ale podczas gdy organy Magnusa były ograniczone fizycznymi stroikami, Orchid jest cyfrowy, zdolny do każdego akordu, każdego układu, każdej skali. Może brzmieć jak coś więcej niż dronujący kuzyn akordeonu – choć ta opcja też jest dostępna.
Dla autorów piosenek Orchid zdejmuje mentalne obciążenie związane z jednoczesnym śpiewaniem i grą. Jeśli masz choćby podstawową wiedzę z teorii muzyki (a moją trudno nazwać nawet podstawową), dasz radę. Jest jednooktawowa klawiatura i przyciski typów akordów: dur, moll, zmniejszony, septymowy itd. Naciśnij C i dur, dostajesz C-dur. Naciśnij F# i 9, dostajesz F#9. Proste.
Możesz zablokować Orchid w tonacji, zapewniając, że wszystko brzmi przyzwoicie. Ma tryby strum, harfa i arpeggiator, plus 13 patternów. Mój ulubiony to "slop", który wprowadza losowe niedoskonałości czasowe, by brzmiało ludzko. Im bardziej pokręcisz, tym bardziej nierówne są nuty – jak prawdziwy muzyk po kilku drinkach.
Pod maską są trzy silniki syntezatora: wirtualny analog, FM dla e-pianin z lat 80. i reed piano dla brzmień Wurlitzera lub delikatnego Rhodesa. Jest 70 presetów (bez basowych), ale modyfikacje ograniczają się do odcięcia filtra i intensywności efektów. Aby projektować własne brzmienia, potrzebujesz wirtualnego syntezatora Pistil za 99 dolarów (50 w zestawie), który okazał się bugowaty – UI często zamarza po przesłaniu patchy.
Sekcja basowa ma 12 brzmień, od niskich oktaw e-pianina po bas syntezatorowy w stylu Mooga, strojone 808 i agresywne drony EDM. Opcje akompaniamentu komplikują się: bez blokady tonacji bas może podążać za akordami, ale polifonia ogranicza do jednego klawisza na raz, więc patche z długim wybrzmiewaniem urywają się gwałtownie. Lepiej użyć wbudowanego loopera audio.
Automat perkusyjny jest bardzo ograniczony – brak własnych beatów, brak modyfikacji brzmienia – ale uważam, że jest idealny. Zainspirowany automatami rytmicznymi z lat 70., jak Korg Mini Pops, jego lo-fi brzmienie jest urocze.
Orchid jest zabawny, brzmi dobrze i jest prosty. Ale też ograniczony: brak własnych brzmień bez dopłaty, mała klawiatura grająca tylko jeden klawisz na raz (więc żadnego Dm13 tutaj) i cena 649 dolarów, za którą kupisz znacznie bardziej zaawansowane syntezatory, jak Korg Minilogue czy Arturia MiniFreak. Orchid nie jest do majsterkowania – to narzędzie do pisania piosenek dla tych, którzy chcą przystępnej, choć drogiej, elektronicznej alternatywy dla gitary akustycznej czy pianina.