W ruchu, który nie zaskoczy absolutnie nikogo, kto zwracał uwagę, FBI podobno zdecydowało, że nie będzie już badać konfrontacji z udziałem agentów ICE. Według New York Times, agenci federalni otrzymali wiadomość o zmianie, choć Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) i Departament Sprawiedliwości (DOJ) oficjalnie temu zaprzeczyli. Bo nic tak nie mówi o przejrzystości jak polityka, która zarówno istnieje, jak i nie istnieje.

Podobna zmiana wytycznych następuje po dwóch strzelaninach ICE w Maine i Teksasie, w których zginęli ludzie – to tylko najnowsze z serii śmiertelnych spotkań. Agenci ICE byli również oskarżani o zastraszanie świadków po tych incydentach, co z pewnością jest jednym ze sposobów na zarządzanie public relations.

W starym systemie FBI badało napaści na agentów DHS, często celując w protestujących, którzy mieli czelność nawiązać nawet przelotny kontakt fizyczny z funkcjonariuszami federalnymi. Niestety dla rządu, prawie połowa tych spraw o napaść z użyciem broni kończyła się uniewinnieniem, oddaleniem lub wycofaniem, według analizy Timesa. Okazuje się, że trudno udowodnić, że ktoś celowo zaatakował agenta federalnego, gdy dowody sugerują, że to agent był napastnikiem.

Teraz odpowiedzialność za badanie spraw dotyczących funkcjonariuszy imigracyjnych prawdopodobnie spadnie na Homeland Security Investigations – oddział ICE. Zgadza się: agencja będzie badać samą siebie. Homeland Security Investigations nie ma jurysdykcji nad naruszeniami praw obywatelskich, więc zmiana sprawi, że strzelaniny do nieuzbrojonych ludzi przez agentów ICE będą znacznie rzadziej badane pod kątem potencjalnego łamania prawa federalnego. W końcu kto lepiej określi, czy doszło do przestępstwa, niż ludzie, którzy mogli je popełnić?