Rok po powodzi w Teksasie dom wydaje się bardziej odległy niż kiedykolwiek – i „Ogród Edenu” też
Rok po niszczycielskiej powodzi rodzina z Teksasu wciąż mieszka w podarowanych przyczepach, zmagając się z przepisami, lukami w ubezpieczeniach i zmęczeniem formularzami – bo najwyraźniej przetrwanie burzy było tą łatwiejszą częścią.
Kiedy deszcz pada na przyczepy kempingowe stojące wzdłuż Big Sandy Creek, brzmi to jak strzały. Im mocniej leje, tym głośniej. Ale Ashlee Willis najbardziej denerwuje, jak wiatr nimi kołysze. Chowasię w wąskim korytarzu swojej przyczepy z dwoma przestraszonymi kotami, a w transporterze ma koc Taylor Swift na wypadek, gdyby musiała uciekać – niezbyt subtelne przypomnienie nocy z zeszłego lipca, gdy jej dom na kółkach dosłownie podskoczył, gdy woda zerwała go z fundamentów.
To miało być radosne święto 4 lipca. Willis i jej rodzice, Brandy i Gregg Gerstner, kupili „miliony” świecących pałeczek do basenu naziemnego i przygotowali fajerwerki. Deszcz pokrzyżował te plany, więc wszyscy poszli spać. O 2:30 nad ranem burza była tak gwałtowna, że obudziła Brandy i Gregga. Potok wezbrał szybko; rzucili się ratować kozy, świnie, psy i koty. Gregg przedzierał się przez nurt, uratował kilka osób, ale nie mógł dotrzeć do Willis, która wdrapała się na stół bilardowy z pięcioma innymi gośćmi i dwoma kotami, gdy woda wypełniała jej dom. Zadzwoniła do matki, by się pożegnać. „Nie było sposobu, by pojąć, jak mielibyśmy przetrwać” – powiedziała Willis. Potem woda nagle opadła. Użyli świecących pałeczek, by ułożyć w oknach napis „Pomoc” i śpiewali „The Sun Will Come Out Tomorrow”. I wyszło – ale ich świat został przemieniony. „Wszystko zniknęło” – powiedziała Willis. „Wszystko przepadło”.
Rok później rodzina wciąż czeka na odbudowę. Podobnie jak reszta społeczności. Po siedmiu tygodniach w hotelu wprowadzili się do podarowanych przyczep kempingowych – teraz zaparkowanych nie dalej niż 30 stóp od Big Sandy Creek, bliżej niż przedtem. Gregg monitoruje poziom wody za pomocą kamer bezpieczeństwa. Powódź zabiła 10 osób w Sandy Creek i zniszczyła 74 domy. W środkowym Teksasie zginęło 139 osób, a straty materialne wyniosły 1,1 miliarda dolarów.
Odbudowa okazuje się biurokratycznym koszmarem. Hrabstwo Travis egzekwuje przepisy dotyczące pozwoleń, które wcześniej rzadko stosowało – wymagając, by domy na terenach zalewowych były podniesione co najmniej 2 stopy powyżej poziomu stuletniej powodzi. Dla rodziny Gerstner-Willis oznacza to budowę na wysokości 12 stóp z podnośnikiem, co zwiększa koszty o ponad 100 000 dolarów. „Powiedziałabym, że 98 procent ludzi tutaj nie będzie w stanie pozwolić sobie na podniesienie domów” – powiedziała Brandy Gerstner. Tylko 2,4 procent dotkniętych gospodarstw domowych miało ubezpieczenie powodziowe. FEMA przekazała 4,3 miliona dolarów 1212 gospodarstwom domowym, maksymalnie po 43 600 dolarów każdemu – wystarczająco, by ustabilizować sytuację, nie by odbudować. Koncert George'a Straita rozdawał czeki na 25 000 dolarów. Gubernator Greg Abbott pozował do zdjęć, wręczając je.
Mieszkańcy skarżą się na „zmęczenie formularzami” w gąszczu organizacji non-profit. Willis odzyskała zaledwie 3 procent swoich strat – 1000 dolarów od kościoła i 5000 od Samaritan's Purse – zanim została wybrana przez Rebuild Sandy Creek do programu odbudowy domów. Jej sytuacja ujawniła dziwny paradoks: ponieważ mieszka w drugim budynku na ziemi rodziców, co jest powszechne w Sandy Creek, niektóre organizacje traktowały to jako podwójne roszczenie. „Wiele z tych grup pomagających tutaj nie spotyka się z wielopokoleniowymi działkami” – powiedziała. „Wyglądało to jak podwójne nabijanie się”.
Brandy Gerstner wie co nieco o zaczynaniu od nowa. Po przejściu przez kalifornijski system rodzin zastępczych, przedostała się do Teksasu, znalazła pracę w pielęgniarstwie, a w 1991 roku kupiła działkę nad Big Sandy Creek, która była zalana dekadę wcześniej. Była zarośnięta chwastami, opanowana przez tarantule i grzechotniki, a do tego był na niej dom mobilny z 1975 roku. W ciągu kilku tygodni zabiła 75 skorpionów. Ale wyremontowała go, zasadziła jabłonie, śliwy i grusze, dodała kury, świnie i kozy, oraz zbudowała garaż do warzenia piwa i robienia sera. Jej dom stał się miejscem spotkań dla 16 osób przy stole przeznaczonym dla sześciu. „Nazywali go swoim ogrodem Edenu” – powiedziała. Teraz ten Eden zniknął, a ziemia obiecana odbudowy wciąż jest gdzieś za horyzontem.
The Good Times
Wiadomości w Twojej skrzynce.
Sardoniczne podsumowanie, dostarczane według Twojego harmonogramu. Bezpłatnie. Zrezygnuj kiedy chcesz.
Już subskrybujesz, ale nigdy do Ciebie nie docieramy? Zajrzyj do folderu spam i kliknij 'To nie spam' (lub 'Usuń ze spamu'), żeby wyciągnąć nas z czyśćca niechcianej poczty. Przy okazji pomożesz wszystkim innym.
Jeśli przez miesiąc nie otworzysz żadnego z naszych e-maili, zostaniesz automatycznie usunięty z listy.
Rewrite Article
Select parts to regenerate with a fresh AI pass. Translations will be updated automatically.
Generate AI Image
Creates a sardonic version of the article image using OpenAI.