Minęło już prawie tydzień od katastrofalnych powodzi w Nepalu, a obszar, z którego ostatnio słyszano większość zaginionych Australijczyków, pozostaje tak odcięty, że nie może tam wjechać żaden pojazd. Port Gyirong, przejście graniczne między Nepalem a Chinami, zostało zaatakowane jako pierwsze. Chińskie ekipy ratownicze, którym udało się tam dotrzeć helikopterem lub pieszo, opisują scenę całkowitego zrównania z ziemią - budynek imigracyjny, linie energetyczne, wszystko, po prostu zmiecione.
Wiadomość o przywróceniu łączności telefonicznej szybko rozeszła się w poniedziałek wśród rodzin zaginionych Australijczyków zgromadzonych w Katmandu, które dzieliły się aktualizacjami przez WhatsApp i Facebooka. Jedna z członkiń rodziny, która chciała pozostać anonimowa, powiedziała Guardianowi, że cały ranek próbowała dodzwonić się do męża po usłyszeniu, że linia działa. Nie odpowiedział. „Ambasady nie pomagają” – powiedziała.
Liczba zaginionych Australijczyków wzrosła w poniedziałek do 43, a co najmniej 33 uważa się, że przebywało w pobliżu portu Gyirong tuż przed uderzeniem. Wśród nich: 15 z Himalaya Glacier Company, 11 z Isha Foundation, sześciu z Kailash Journeys i jeden z Kathmandu Holiday Tours and Travel – wielu z nich dotarło do budynku imigracyjnego zaledwie 10 minut przed uderzeniem powodzi.
Sujan Wasti, szef nepalskich operacji Kailash Journeys, ostatni raz słyszał od swojej grupy o 7:30 rano, kiedy przewodnik powiedział, że wracają. Mieli wylądować w Katmandu w czwartek. „W tym obszarze akcja ratunkowa została zakończona” – powiedział. „Teraz chodzi tylko o zebranie ciał i sprowadzenie ich [do domu]”. Od ubiegłej środy Wasti wysyłał zespoły w górę rzeki Trishuli, dwukrotnie przelatywał helikopterem nad granicą i odwiedzał lokalne szpitale – wszystko na próżno. „Szukamy wszędzie, gdzie możemy, ale nadal nikogo nie znaleźliśmy” – powiedział. „Wzdłuż granicy były tylko zwłoki. Jeśli żyją, to będzie cud”.
Chiny koordynują akcję poszukiwawczo-ratowniczą. Do poniedziałkowego poranka ekipy miały do odśnieżenia i odbudowania 1,15 km drogi, aby ponownie otworzyć autostradę po stronie tybetańskiej. Od piątku na ten obszar mają dostęp tylko ekipy ratownicze – niektórzy pieszo przez 10 godzin, a następnie zjeżdżając na linach do doliny; inni, gdy pogoda na to pozwalała, helikopterem.
Akhilesh Surjan, ekspert ds. zarządzania katastrofami z Charles Darwin University, powiedział, że jednym z „wrażliwych pytań” jest to, jak długo podtrzymywać nadzieję. „Eksperci ds. ratownictwa uważają pierwsze 72 godziny za bardzo krytyczne” – powiedział. „Po pierwszych 72 godzinach szanse na znalezienie ocalałych gwałtownie spadają”. Niemniej jednak zauważył, że przeżycie po trzech dniach „nie jest rzadkością” – po trzęsieniu ziemi w Japonii w 2011 r. dwie osoby znaleziono żywe po dziewięciu dniach. Przeżycie zależy od takich czynników, jak kieszenie powietrzne, ochrona przed warunkami atmosferycznymi i brak poważnych obrażeń. Powiedział, że możliwości obejmują porwanie przez prąd i utknięcie lub schronienie się w miejscu, które nie zostało całkowicie zniszczone.
Dotarcie do portu Gyirong to nie jedyne wyzwanie. Gęste błoto i kałuże wody sprawiły, że urządzenia do wykrywania życia są zawodne, więc ratownicy nawołują podczas poszukiwań. Na najbliższe dwa dni zapowiadane są opady deszczu, co komplikuje wysiłki, a także istnieje zagrożenie kolejną powodzią lub osunięciem ziemi – analiza zagrożeń w poniedziałek wykazała „punkty wysokiego ryzyka katastrof geologicznych”. Surjan zauważył, że zespoły ratownicze analizowałyby krajobraz, aby przewidzieć, gdzie ludzie mogli się przemieścić, ale to niebezpieczna praca. Co najmniej 85 ratowników, w tym policjanci i oficerowie armii, jest obecnie zaginionych w Nepalu.
Trzy dni po katastrofie pierwsza chińska ekipa ratownicza dotarła do kompleksu granicznego i zastała wszystko zniszczone. Ratownik Zou Mingqi powiedział chińskim mediom państwowym: „Nie było drogi… to był dziewiczy las i strome klify”. W kompleksie „jak okiem sięgnąć, nie było nic poza ruinami”.
Fundacja Isha wysłała wolontariuszy do Katmandu i Tybetu, aby pomóc rodzinom. Ich bliscy znajdowali się w centrum imigracyjnym, tuż przed przekroczeniem granicy, gdy uderzyła katastrofa. W niedzielę fundacja powiedziała rodzinom, aby „spodziewały się najgorszego”. Dolina jest pokryta gruzem, prawdopodobnie 13–15 metrów mułu;