Kiedy brytyjscy osadnicy założyli Christchurch 170 lat temu, spojrzeli na pobliską rzekę Waimakariri – globalnie rzadką rzekę rozgałęzioną wijącą się z alp Wyspy Południowej – i uznali, że najlepszym podejściem będzie w dużej mierze ją zignorować. Rzeka miała jednak inne plany, okresowo wylewając i wyrzucając tony żwiru, gdzie tylko chciała.

W latach 20. XX wieku władze uznały Waimakariri za „zagrożenie powodziowe” cierpiące na „niedobór natury, który musi zostać naprawiony sztuką człowieka”. I tak rozpoczęła się stuletnia kampania wałów przeciwpowodziowych, sadzenia egzotycznych drzew i wydobycia żwiru, aby zmusić rzekę do uległości. Teraz, jak ujmuje to inżynier rzeczny Fred Brooks z Environment Canterbury: „Została tak bardzo przekształcona, że trzeba dalej ingerować”. Koparki i ciężarówki wydobywają żwir przez większość dni, aby zapobiec zalaniu dziesiątek tysięcy domów.

Nowa Zelandia ma około 150 rzek rozgałęzionych – 60% skoncentrowanych w Canterbury – podobne systemy występują tylko na Alasce, w Kanadzie i Himalajach. W przeciwieństwie do rzek jednokanałowych, te dynamiczne cieki wodne wiją się, rozgałęziają i rozlewają na szerokie obszary, często tworząc nowe kanały po ulewnych deszczach. Ale dziesięciolecia rolnictwa, rozwoju i kontroli powodzi znacznie je zwęziły: badanie dziewięciu rzek Canterbury wykazało, że skurczyły się średnio o 50%, a w niektórych odcinkach o ponad 90%.

Konsekwencje się kumulują. Populacje łososia w rzece Rakaia spadły z ponad 20 000 w 1996 roku do zaledwie 608 w sezonie 2024-25 – tak dramatycznie, że tegoroczny coroczny konkurs wędkarski na łososia odbył się z zaskakującym zastrzeżeniem: zakaz połowu. „Może stanie się pomnikiem przeszłości” – martwi się prezes konkursu Chris Agnew o 11-metrowym pomniku łososia w miasteczku. Gatunki ptaków również wymierają z powodu wprowadzonych chwastów i egzotycznych wierzb, które miały zapobiegać erozji, ale teraz tworzą osłonę dla drapieżników i zakłócają naturalny przepływ. Stokell's smelt, niegdyś liczna rodzima ryba, jest obecnie krytycznie zagrożona.

Jakość wody nie jest lepsza. Environment Canterbury stwierdziło, że prawie jedna trzecia jezior i rzek Canterbury – szczególnie w pobliżu obszarów miejskich i rolniczych – była niebezpieczna do pływania z powodu E. coli i patogenów w 2025 roku. Południowo-wyspiarskie iwi Ngāi Tahu wniosło w 2017 roku przełomową sprawę przeciwko Koronie, domagając się uznania ich władzy nad drogami wodnymi; decyzja Sądu Najwyższego jest nieuchronna. „Rzeki rozgałęzione są fundamentalne dla naszego istnienia jako plemienia” – mówi Gabrielle Huria, szefowa strategii słodkowodnej plemienia, która zaprzestała tradycyjnego zbierania żywności po znalezieniu krowich odchodów w swoich sieciach rybackich.

Kluczowe pytanie, według geomorfologa rzecznego Jo Hoyle, brzmi: „Ile miejsca te rzeki naprawdę potrzebują, aby być rzeką, wspierać życie ekologiczne i mieć wystarczająco dużo miejsca, aby wylewać bez powodowania zbyt wielu szkód?” Właściciele gruntów legalnie przesuwają się na koryta rzek, gdy woda opada – proces zwany wkraczaniem rolniczym – a następnie opierają się, gdy rzeka próbuje wrócić, zwężając kanały coraz bardziej. Naukowcy i działacze chcą zmiany tego prawa i zbadania zarządzanego wycofania. „Ziemia po obu stronach jest bardzo cenna na co dzień, ale jest bardzo podatna na duże powodzie” – mówi Hoyle.

Minister zarządzania zasobami Chris Bishop mówi, że czeka na zalecenia komisji selekcyjnej w sprawie prawa dotyczącego wkraczania, podczas gdy minister ochrony przyrody Tama Potaka zapewnia, że rząd jest „zobowiązany do ochrony i przywracania” rzek rozgałęzionych. Ale Hoyle obawia się, że społeczność oderwała się od problemów rzek. „Te dyskusje… o tym, jak chcemy żyć obok naszych rzek, muszą się odbyć” – mówi, obracając w dłoni kamień rzeczny. „Jedynym sposobem na zmianę jest uświadomienie społeczności, jakie są zagrożenia i co możemy stracić”.